Dom z wieżą – tak blisko SGH i tak daleko

Komunikat o błędzie

Wykryto nieprawidłowe ustawienie. Proszę się skontaktować z administratorem.
Dom z wieżą – tak blisko SGH i tak daleko

Tajemniczy dom z wieżą, bo tak chyba można go nazwać, wznosi się przy ul. Willowej 5, całkiem blisko SGH, a zwłaszcza budynku M na Madalińskiego 6/8. Dom z wieżą, a właściwie luksusowa willa, ma swoją fascynującą i tragiczną historię wiążącą się z naszą uczelnią nie tylko z powodu bliskiego sąsiedztwa. Pod koniec lat 30. XX w. mieszkała w nim zamożna rodzina adwokata Jakuba Neumana. Szczęśliwi małżonkowie Jakub i Wanda mieli troje dzieci: Andrzeja (ur. 1907), Antoninę (ur. 1909) i Franciszka (ur. 1913). Rodzeństwo zapowiadało się świetnie. Ich dziadkowie, żydowskiego pochodzenia, posiadali kamienicę w samym Śródmieściu Warszawy na Czackiego. Dziś po tym domu nie ma śladu, vis-à-vis znajduje się w tym rejonie rozległy kompleks Ministerstwa Finansów. Na Czackiego mieszkało się wygodnie, bo wszędzie było blisko, ale w końcu rodzina osiadła na peryferyjnym wciąż Górnym Mokotowie. W okresie letnim Neumanowie wyjeżdżali na wakacje samochodem marki Morris do własnej posiadłości w Wiązownie, gdzie mieli mały majątek ziemski z wiejską rezydencją.

Najwcześniej wyruszył w szeroki świat Andrzej. Po studiach na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego wyjechał do Anglii, stając się z prawnika ekonomistą pracującym na jednym z uniwersytetów. Studia prawnicze na UW podjęła również Antonina. Kształciła się kilka lat, ale nie ukończyła studiów. Porwał ją tenis, sport bardzo ekskluzywny i drogi, uprawiany w celach rekreacyjnych przez wielu przedstawicieli wyższych sfer, do jakich rodzina Neumanów się zaliczała. Ale niezwykle atrakcyjna, świetnie prezentująca się na korcie Antonina uprawiała go wyczynowo i w 1938 r. została sklasyfikowana na 10. miejscu w ogólnopolskim rankingu tenisistek. I wreszcie Franciszek. Zaraz po maturze w 1931 r. odbył obowiązkową roczną służbę wojskową, a po niej został studentem naszej uczelni. Studiował przez cztery lata. W 1936 r. wszystko już zaliczył i dopuszczono go do egzaminów końcowych, do których jednak nie przystąpił. Dlaczego? Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Nawet gdyby nie napisał pracy dyplomowej, po zdaniu tych egzaminów w wielu instytucjach naszego kraju traktowano by go jako absolwenta uczelni, ekonomistę z wyższym wykształceniem. Na ostatnim roku studiów Franciszek uczestniczył w seminarium dyplomowym prowadzonym przez znakomitego znawcę bankowości i międzynarodowych finansów, prof. Feliksa Młynarskiego (1884–1972).

Za to postępowało wykształcenie wojskowe Franciszka Neumana. Po Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu i dalszym szkoleniu w 1. Pułku Szwoleżerów im. Józefa Piłsudskiego stacjonującym w Warszawie opinia o młodym adepcie elitarnej formacji wojskowej, do jakiej zaliczano kawalerię, nie była najlepsza. We wniosku awansowym na podporucznika rezerwy wystawionym w połowie 1933 r. napisano: „Mało energiczny. Dyscyplinowany. Niedostatecznie obowiązkowy. Mało ruchliwy. Brak postawy wojskowej. Organizator przeciętny. Małe wiadomości fachowe. Na dowódcę plutonu nie nadaje się”. Po pewnym czasie opinie o Franciszku Neumanie stały się już bardzo pozytywne. W 1936 r. o podporuczniku rezerwy kawalerii pisano: „Miły i przyjemny charakter. Umie żyć z ludźmi. Zawsze pełen humoru i chęci do pracy. Fizycznie wytrzymały mimo tuszy. Bardzo ideowy. Wysportowany. Trudów wojennych nie boi się. Inteligentny, szybko orientuje się w nowych warunkach. Sprytny, zaradny. Jako pionier [czyli żołnierz wojsk inżynieryjnych budujących m.in. drogi i przeprawy przez rzeki – przyp. P.T.] dobry. Nauczył się wiele, gdyż chętnie się do nauki garnął. Przyszło mu to łatwo, gdyż posiada nieprzeciętne zdolności i łatwość uczenia się. Nadaje się bardzo dobrze na dowódcę plutonu pionierów w czasie wojny”. Rok później, po odbyciu kolejnego kursu pionierów, oceniono go podobnie. „Bardzo duże obycie i wyrobienie życiowe. Zdolność zjednywania sympatii u otoczenia. Bardzo koleżeński, pogodny i towarzyski. Lojalny i ambitny. Pewna miara sybarytyzmu. Charakter całkowicie wyrobiony bez cech ujemnych. W pewnych gałęziach sportu bardzo dobrze wyrobiony (pływanie). Duża inteligencja, żywy krytyczny umysł. Znaczny zasób wiedzy ogólnej. Brak większego przejęcia się pracą. Przygotowanie techniczne dobre”. No po prostu typowy ułan z ułańską fantazją, podchodzący jednak z dystansem do tego, czego oczekiwali od niego dowódcy.

Zbliżała się wojna. W sierpniu 1939 r. Andrzej Neuman wyjechał z Londynu i mniej więcej 20 sierpnia był już w Polsce. Franciszek Neuman został zmobilizowany. Otrzymał przydział do 2. Szwadronu Pionierów w Mazowieckiej Brygadzie Kawalerii, w którym przechodził wcześniejsze szkolenia z tak dobrymi rezultatami. Antonina musiała niestety zapomnieć o turniejach tenisowych.

Wybuch wojny okazał się wielkim wstrząsem. W nowej sytuacji natychmiast odnalazł się Andrzej. Chwycił za pióro i na gorąco utrwalał wszystko, co zdołał zaobserwować w Warszawie i okolicach.

We wrześniu 1939 r. Neumanowie na krótko opuścili Warszawę. Przez kilka dni przebywali w swojej posiadłości w Wiązownie. Dziesiątego września zatrzymał się tam, wykonując rozkaz naczelnego wodza Edwarda Śmigłego-Rydza (1886–
–1941), gen. Władysław Anders (1892–1970), dowódca Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, który ze swym sztabem zakwaterował się na kilka dni w willi Neumanów, przyjmowany przez nich ze staropolską gościnnością. Rodzina Neumanów zasadniczo jednak przebywała w stolicy, krążąc pomiędzy domem z wieżą na Willowej a kamienicą na Czackiego. Andrzej biegał, obserwował i wszystko notował. Gdy chwycił temat, już go nie wypuścił. Wcześniej zdobył pewne doświadczenie pisarskie jako korespondent prasy brytyjskiej informujący o wydarzeniach w Polsce, ale teraz znalazł się w oku cyklonu. Utrwalił w sposób znakomity atmosferę walczącego miasta, reakcje mieszkańców, grozę nalotów i ostrzału artyleryjskiego, apele prezydenta Stefana Starzyńskiego (1893–1939), okropne warunki bytu ludności pozbawionej wody i z narażeniem życia stojącej w kilometrowych kolejkach po chleb. Przy ul. Chocimskiej 5, dosłownie kilka kroków od jego domu z wieżą przy Willowej, ulokowało się Ministerstwo Spraw Wojskowych przeniesione 1 września z pl. Saskiego.

Andrzej bardzo się niepokoił o Franciszka walczącego gdzieś na froncie, a Antonina cały czas szukała możliwości włączenia się do walki o przetrwanie stolicy. Bystra, inteligentna, szczera polska patriotka myślała i o walczących żołnierzach polskich, i o ojcu, mecenasie Jakubie Neumanie, który widział, jak olbrzymie bogactwo w postaci unikatowej wartości dzieł sztuki zgromadzonych w domu przy Willowej ginie na jego oczach. Odłamki bomb i granatów dziurawiły jak rzeszoto cenne płótna zawieszone na ścianach jego rezydencji.

Nadeszła kapitulacja Warszawy. Andrzej natychmiast podjął decyzję o wydostaniu się za wszelką cenę z Polski. Jeszcze przed wkroczeniem Niemców do stolicy cudem wyszedł na piechotę z miasta i pokonał niezwykle niebezpieczną trasę przez polskie Kresy Wschodnie zajęte już przez Armię Czerwoną, Litwę, Łotwę, a później przez Szwecję do Anglii, gdzie wylądował pod koniec października 1939 r. Nasz niedoszły absolwent Franciszek Neuman przetrwał wojnę w niemieckim obozie jenieckim. Po wojnie również dotarł do Anglii.

Obaj bracia mieszkali w Anglii i założyli tam rodziny. Andrzej zrobił wielką karierę jako wykładowca ekonomii i doradca ekonomiczny w Indonezji. Zmarł w 1964 r. Dwa lata później odszedł Franciszek.

Los pozostałych członków rodziny okazał się tragiczny. Wzięty mecenas Jakub Neuman załamał się i 1 stycznia 1940 r. popełnił samobójstwo. Antonina, piękna i znakomicie zapowiadająca się tenisistka, zginęła najprawdopodobniej w warszawskim getcie. Wdowa po mecenasie, Wanda Neuman, ponownie wyszła za mąż. Zmarła w 1944 r.

Po przybyciu do Wielkiej Brytanii Andrzej Neuman wydał w 1941 r. po angielsku książkę I Saw the Siege of Warsaw, występując pod pseudonimem Alexander Polonius, zapewne po to, by nie narażać rodziny znajdującej się pod okupacją. Pokazał angielskiej opinii publicznej, jak wyglądała obrona miasta, które nie zamierzało dobrowolnie kapitulować.

Kilka lat temu anglista Marek Przybyłowicz odkrył nieznane w naszym kraju dzieło Andrzeja Neumana i przetłumaczył je, ustalając przy tym wiele faktów z życia rodziny Neumanów. Książka Alexandra Poloniusa (Andrzeja Neumana) Widziałem oblężenie Warszawy. Sensacyjny, nieznany dziennik z września 1939! ukazała się w 2018 r. nakładem wydawnictwa Rebis. Jest to znakomite dzieło z gatunku literatury faktu, napisane z pasją i wielkim talentem.

FOT. ARCHIWUM UW