Czy to koniec globalizacji? Współpraca międzynarodowa w niepewnym świecie

kule ziemskie nawleczone na sznurek, który jest przecięty nożyczkami

„Złoty okres” w światowym rozwoju dobiega końca. Pod wpływem serii kryzysów, które uderzyły w gospodarkę światową w ciągu ostatniej dekady, na naszych oczach rozpada się jednobiegunowy, postzimnowojenny porządek międzynarodowy. Kończy się faza „turboglobalizacji”. Przychodzi nam żyć w niepewnym, niestabilnym i egoistycznym świecie, w którym pozycja poszczególnych państw na arenie międzynarodowej przestaje być chroniona przez sojusze, reguły i instytucje, a w rosnącym stopniu staje się zależna od ich potencjału gospodarczo-militarnego, zaawansowania technologicznego i strategicznej odporności na zewnętrzne zagrożenia.

Ostatnia dekada XX wieku i większa część pierwszej dekady XXI wieku były okresem szybkiego wzrostu i poszerzania wymiany międzynarodowej oraz transgranicznych przepływów kapitału. Postępująca globalizacja była efektem działania szeregu czynników, takich jak liberalizacja światowego handlu i inwestycji – dokonująca się w ramach kolejnych rund negocjacyjnych Światowej Organizacji Handlu i w obrębie regionalnych ugrupowań integracyjnych – ekspansja korporacji transnarodowych poszukujących nowych rynków zbytu i centrów produkcji o niższych kosztach wytwarzania, rozwój nowych technologii ułatwiających transport i komunikację, rozpad bloku sowieckiego i związane z tym odprężenie w stosunkach międzypaństwowych, a także otwarcie się Chin na wymianę z zagranicą. Tej „turboglobalizacji” sprzyjały też stabilne ramy prawno-instytucjonalne współpracy międzynarodowej, na straży których stały kraje rozwinięte – ze Stanami Zjednoczonymi na czele. W okresie tym udział eksportu towarowego w światowym PKB wzrósł z 15% do 25%, a strumienie bezpośrednich inwestycji zagranicznych wzrosły pięciokrotnie z niecałego procentu do ponad 5% światowego PKB. Szczególnie imponujący był wzrost potęgi gospodarczej Chin, których udział w światowym PKB zwiększył się w latach 1990–2020 z 1,8% do 8,5%, a udział w światowym eksporcie – z 1,8% do 10,3%. Według analiz Banku Światowego na skutek włączenia do światowego obiegu gospodarczego Chin i innych krajów Globalnego Południa w okresie tym ponad miliard ludzi wyszedł z biedy właśnie dzięki przyspieszonej globalizacji.

Jednak ten „złoty okres” w światowym rozwoju dobiega końca. Pod wpływem serii kryzysów, które uderzyły w gospodarkę światową w ciągu ostatniej dekady – takich jak globalny kryzys finansowy lat 2008–2009 i pandemia COVID-19, a także niekorzystne zmiany w polityce zewnętrznej największych państw globu (Rosja, USA, Chiny) – na naszych oczach rozpada się jednobiegunowy, postzimnowojenny porządek międzynarodowy. Kończy się faza „turboglobalizacji” napędzanej przez szybki wzrost międzynarodowego handlu i inwestycji opartych na powszechnie respektowanych regułach prawa międzynarodowego, stabilizującą rolę USA, dywidendę pokojową po rozpadzie ZSRR i dostęp do tanich źródeł zaopatrzenia w surowce, energię i wyroby przemysłowe.  

Równolegle – w reakcji na odpływ miejsc pracy za granicę i w zderzeniu z konkurencją ze strony krajów o niskich kosztach wytwarzania, a także w obliczu zwiększonego napływu migrantów – w krajach rozwiniętych narasta sprzeciw wobec globalizacji. Rosnące społeczne poparcie w tych krajach zyskują ruchy narodowo-populistyczne, domagające do ochrony własnego rynku pod hasłami zachowania narodowej suwerenności i tożsamości. Przykładem może być opór społeczny wobec zawierania nowych porozumień o wolnym handlu, na przykład między Unią Europejską i krajami Mercosur (międzynarodowej organizacji gospodarczej Wspólny Rynek Południa skupiającej kraje Ameryki Południowej – red.).  

Na te uboczne skutki globalizacji nakładają się rosnące napięcia geopolityczne. Na gruzach upadłego ZSRR wyrosła agresywna Rosja, otwarcie atakująca sąsiednie państwa i prowadząca działania dywersyjne w krajach demokratycznych w dążeniu do przywrócenia kontroli nad obszarem postsowieckim i osłabienia NATO oraz Unii Europejskiej. Szybko rośnie potęga Chin, które na szeroką skalę stosują niedozwolone praktyki handlowe, zagrażają bezpieczeństwu sąsiadów i wspierają reżimy autokratyczne na całym świecie. Jednocześnie mamy do czynienia z wycofaniem się Stanów Zjednoczonych z roli światowego hegemona i wiarygodnego gwaranta stabilnego porządku międzynarodowego. Przyjęcie przez administrację prezydenta USA Donalda Trumpa nowej, narodowo-egoistycznej i transakcyjnej orientacji w polityce zagranicznej opartej na haśle „America First” i pod sztandarami ruchu MAGA otwiera przestrzeń do odbudowy stref wpływów i do powrotu Realpolitik w działaniach wielkich mocarstw, często obok lub wbrew prawu międzynarodowemu.  W efekcie w miejsce stabilnego, postzimnowojennego porządku opartego na regułach prawa wyłania się nowy, wielobiegunowy układ sił w świecie, w którym rośnie rola mocarstw kosztem państw średnich i małych, dominuje polityka z pozycji siły, a transakcyjny bilateralizm zastępuje multilateralną współpracę w ramach instytucji międzynarodowych. Nakładają się na to nowe źródła niepewności – zmiany klimatyczne, ruchy migracyjne, rozwój nowych przełomowych technologii, takich jak AI czy komputery kwantowe, oraz ich wpływ na rynek pracy i spójność społeczną. Liczony przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) Światowy Indeks Niepewności (World Uncertainty Index – WUI), który mierzy częstotliwość pojawiania się kwestii niepewności w globalnych mediach, wzrósł z ok. 20 tys. wzmianek średnio rocznie w latach 2015–2024 do ponad 100 tys. w samym tylko 2025 r.

Wszystkie te nowe zjawiska zwiększają ogólną niepewność i ryzyko w stosunkach międzynarodowych. Ich skutkiem jest nie tylko spadek bezpieczeństwa geopolitycznego, zanik dywidendy pokojowej i skokowy wzrost wydatków na obronę narodową, ale też wzrost kosztów otwarcia na wymianę i spadek bezpieczeństwa ekonomicznego na skutek przerw w dostawach towarów, skokowych zmian ceł, sankcji i restrykcji czy presji migracyjnej. Broniąc się przed ryzykiem, państwa skracają łańcuchy dostaw, ograniczają zależność od zagranicy i sięgają do dawno zarzuconych praktyk protekcjonistycznych. Przychodzi nam żyć w niepewnym, niestabilnym i egoistycznym świecie, w którym pozycja poszczególnych państw na arenie międzynarodowej przestaje być chroniona przez sojusze, reguły i instytucje, a w rosnącym stopniu staje się zależna od ich potencjału gospodarczo-militarnego, zaawansowania technologicznego i strategicznej odporności na zewnętrzne zagrożenia.

Istotą globalizacji jest umiędzynarodowienie gospodarek krajowych, które zwiększa współzależność państw, a to w warunkach rozpadu postzimnowojennego porządku, braku stabilnych reguł i powrotu do Realpolitik zwiększa niepewność, ryzyko negatywnych szoków i efektów spill over (rozlewania, rozprzestrzeniania się – red.) generowanych przez autonomiczne decyzje innych państw. Dlatego już jesteśmy świadkami wstrzymania lub wręcz odwrotu od globalizacji w tej postaci, w jakiej ukształtowała się ona w pierwszej dekadzie obecnego wieku. Procesem odwrotnym do umiędzynarodowienia jest protekcjonizm. Według danych MFW liczba nowych barier w handlu wzrosła z ok. 900 w 2019 r. do niemal 3000 w 2023 r. Równolegle rośnie liczba nowych interwencji polityki przemysłowej, z ok. 400 średnio rocznie w dekadzie 2010–2019 do ponad 1500 średnio rocznie w czteroleciu 2020–2023.

Zarazem jednak ogłaszanie końca globalizacji byłoby przesadą. Będziemy raczej mieli do czynienia z jej spowolnieniem („slowbalisation”) i fragmentacją w wyniku procesu redukowania ryzyka związanego z zewnętrznymi dostawami i poszukiwaniem alternatywnych źródeł dostaw we własnym kraju, w bliższym sąsiedztwie geograficznym (nearshoring, reshoring) i wśród krajów strategicznie sojuszniczych. Będziemy więc świadkami silnych tendencji do regionalizacji handlu, który jednak będzie nadal rozwijał się w ramach głównych bloków geostrategicznych, skupionych wokół trzech głównych ośrodków gospodarczych – Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej i Chin – na które przypada ponad 60% światowego PKB.

W procesie tym odchodzi w przeszłość dotychczasowy paradygmat wolnego handlu, który kształtował międzynarodowy podział pracy w oparciu o korzyści z wymiany – absolutne i komparatywne – i budowania łańcuchów dostaw w dążeniu do minimalizacji kosztów produkcji. Zostanie on zastąpiony – przynajmniej w najbliższych latach – przez nowy paradygmat, uwzględniający przede wszystkim stabilność dostaw i konieczność zapewnienia strategicznej autonomii w obszarach kluczowych dla bezpieczeństwa kraju.

Obecna faza stosunków międzynarodowych jest jednak niestabilna. Z jednej strony, rywalizacja między krajami o dostęp do rynków międzynarodowych i źródeł zaopatrzenia w strategiczne surowce i produkty oraz ich dążenie do zapewnienia sobie bezpieczeństwa dostaw w warunkach postępującego paraliżu instytucji międzynarodowych odpowiedzialnych za stabilność i przestrzeganie prawa międzynarodowego (ONZ, WTO) będą pogłębiać istniejące napięcia i rodzić nowe. Z drugiej jednak strony, kraje będą w coraz większym stopniu odczuwać negatywne skutki tej rywalizacji i związanej z nią rosnącej niepewności. Przykładem jest chaotyczna i niekonsekwentna polityka celna administracji prezydenta Trumpa – w samym tylko 2025 r. efektywne stawki celne na import do USA wahały się w przedziale 2,5–28% (to najwyższa stawka od 1932 r.) i były zmieniane aż 19 razy (13 podwyżek i 6 obniżek). Szacuje się, że skutkiem tych różnokierunkowych decyzji będzie permanentny spadek amerykańskiego PKB o ok. 0,5–0,8% w okresie dekady.  

Koszty deglobalizacji są ogromne. Najgroźniejszy w skali globalnej konflikt rozgrywający się współcześnie – wojna Rosji w Ukrainie – pociąga za sobą kolosalne straty dla agresora, które reżim Władimira Putina ślepo akceptuje w pogoni za mirażem utraconego sowieckiego imperium. Agresywna, awanturnicza polityka Rosji narzuca też konieczność ponoszenia przez kraje europejskie wysokich dodatkowych kosztów związanych z budową odporności obronnej w warunkach osłabionych gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA w ramach NATO. W podobnej sytuacji znaleźli się amerykańscy sojusznicy na obszarze Azji i Pacyfiku, którzy muszą mierzyć się z potęgą coraz bardziej asertywnych Chin w warunkach niepewności co do trwałości amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.  

Dalsze zaostrzanie konfliktów na linii USA–reszta świata, w tym kontynuacja wojen celnych, jest oczywiście możliwe, ale mało prawdopodobne. Wydaje się, że prędzej czy później nastąpi powrót do współpracy, która będzie korzystna dla wszystkich. Porozumienie USA z Chinami w Pusan (październik 2025 r.) o obniżeniu taryf celnych na import z Chin w zamian za odblokowanie eksportu metali ziem rzadkich do USA pokazuje, że otwarta wojna handlowa może być dla obu stron bardziej kosztowna, niż mogłoby się początkowo wydawać. Ale powrót do nowego ładu międzynarodowego opartego na sojuszach, regułach i instytucjach może potrwać długie lata. 


Dariusz Rosati

PROF. DR HAB. DARIUSZ ROSATI

Minister spraw zagranicznych (1995–1997), członek Rady Polityki Pieniężnej (1998–2004), poseł do Parlamentu Europejskiego VI i VIII kadencji (2004–2009, 2014–2019), poseł na Sejm VII i IX kadencji (2011–2014, 2019–2023). Po uzyskaniu tytułu zawodowego magistra nauk ekonomicznych w 1969 r. rozpoczął pracę w SGPiS jako asystent. W 1973 r. obronił pracę doktorską, w 1978 r. uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk ekonomicznych. W 1990 r. otrzymał tytuł naukowy profesora nauk ekonomicznych. Specjalizuje się w dziedzinie polityki makroekonomicznej, integracji europejskiej, finansów i handlu międzynarodowego.

W latach 1970–1990 odbywał staże naukowe m.in. we Francji, Wielkiej Brytanii, USA i na Węgrzech. Był wielokrotnie ekspertem organizacji międzynarodowych (UNIDO, Bank Światowy, Komisja Europejska, Międzynarodowa Organizacja Pracy). W latach 1986–1987 był profesorem wizytującym na Uniwersytecie w Princeton w USA. W 1985 r. założył i był dyrektorem Instytutu Gospodarki Światowej w SGPiS, a następnie dyrektorem Instytutu Koniunktur i Cen Handlu Zagranicznego. W latach 1969–2019 zatrudniony w SGPiS/SGH.