15 maja 2026 r. w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie odsłonięto popiersie Stanisława Wojciechowskiego, profesora Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie w latach 1919–1939, w 100-lecie zrzeczenia się przez niego urzędu Prezydenta RP. Popiersie odsłoniła marszałek Senatu RP Małgorzata Kidawa-Błońska, prawnuczka Stanisława Wojciechowskiego, i rektor SGH Piotr Wachowiak.
Na uroczystości były obecne władze rektorsko-kanclerskie SGH, wykładowcy i studenci, a także rektor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie prof. dr hab. Błażej Ostoja Lniski, twórca popiersia prof. Piotr Siwczuk i twórca muralu „Prezydent z SGH” Tytus Brzozowski.
„Jest to dla mnie bardzo wzruszające, że SGH dba o pamięć mojego pradziadka prof. Stanisława Wojciechowskiego, zwłaszcza w tak mądry sposób. Bo to nie tylko popiersie, nie tylko mural, ale także wiedza, która przekazuje się studentom, za co chciałam szczególnie podziękować” – mówiła pani marszałek.
Jak podkreśliła, „w życiu każdego człowieka przychodzi taki czas, że trzeba podjąć decyzję, odważną decyzję, ale zawsze trzeba kierować się prawością, odwagą i uczciwością". Kidawa-Błońska wskazała, że wtedy Polska była „o włos od tragedii", zamach stanu trwał kilka godzin, na szczęście nie doszło do wojny domowej.
Rektor Wachowiak wręczył marszałek Kidawie-Błońskiej medal wydany z okazji jubileuszu 120-lecia Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz litografię autorstwa prof. Ostoi-Lniskiego, przedstawiającą głowę sowy, detal architektoniczny jednego z budynków kampusu SGH.
Dr hab. Jerzy Łazor z Katedry Historii Gospodarczej i Społecznej, Kolegium Ekonomiczno-Społeczne SGH, o decyzji Stanisława Wojciechowskiego
Karolina Cygonek: Dlaczego decyzja o zrzeczeniu się urzędu przez Stanisława Wojciechowskiego jest tak ważna?
Jerzy Łazor: Była to decyzja, która spowodowała, że polska wojna domowa w 1926 roku – bo to określenie dobrze oddaje istotę zamachu majowego – była krótka. Uniknięto dzięki temu dalszych ofiar oraz destabilizacji międzynarodowej pozycji Polski.
Decyzję tę można interpretować z perspektywy wcześniejszego dorobku Wojciechowskiego, ministra spraw wewnętrznych od stycznia 1919 do czerwca 1920 r., w tym w kompromisowym rządzie Ignacego Jana Paderewskiego. Wojciechowski z dumą wspominał kilka swoich osiągnięć z tego okresu. Był dumny z tego, że udało się przeprowadzić wybory parlamentarne do Sejmu Ustawodawczego (1919–1922). Konsekwentnie we wspomnieniach opowiadał się za parlamentaryzmem jako podstawą ustrojową. Był dumny z organizacji administracji państwowej. I niewątpliwie był dumny z prac nad konstytucją. Jego dorobek jako prezydenta wskazuje na poszanowanie tych samych wartości z praworządnością na czele. Gotów był współpracować z politykami wszystkich opcji, aby rozwiązywać kolejne kryzysy, które wstrząsały Sejmem I kadencji (1922–1927).
Zresztą dla niego wzorem funkcjonowania państwa była Wielka Brytania z jej tradycjami politycznymi i z praworządnością jako podstawą działania. I z tej perspektywy można rozumieć najpierw spotkanie z Piłsudskim, jego przyjacielem przecież z czasów konspiracji, na Moście Poniatowskiego 12 maja 1926 r., jako sprzeciw wobec braku praworządności, jako sprzeciw wobec łamania konstytucji. Z kolei jego decyzja z 14 maja 1926 r. to pogodzenie się z tym, że konstytucja jest łamana, ale jednocześnie brak zgody na potencjalnie zagrożenie istnienia państwa czy jego osłabienie.
A co by było, gdyby Wojciechowski poszedł na zwarcie? Co by się stało, gdyby prezydent Wojciechowski nie zrezygnował?
Jestem zawsze niechętny gdybaniu. Ale można stwierdzić – chociażby po tym, że zamachowcy nie mieli ze sobą map wojskowych stolicy – że Piłsudski liczył na bezkrwawą demonstrację polityczną. I choć minister spraw wojskowych Lucjan Żeligowski ściągnął wcześniej do Warszawy licznych popleczników komendanta, raczej nie byli oni przygotowani do walk.
O ile polska wojna domowa była krótka dzięki decyzji Wojciechowskiego, de facto siły były znacznie bardziej wyrównane niż sugeruje to wynik starcia.
Jak patrzymy na siły wojskowe w skali kraju, to nie jest tak, że Piłsudski miał zdecydowane poparcie. Gdyby Wojciechowski nie zdecydował się na zrzeczenie się swojego stanowiska, to można sobie wyobrazić, że walki trwałyby dłużej. Ich wynik był nieoczywisty, a konsekwencją walk byłoby prawdopodobnie osłabienie polityczne i międzynarodowe kraju. W szczególności obawiano się sytuacji na Śląsku. Stąd decyzja Wojciechowskiego była wyrazem odpowiedzialności za Polskę.
A jak Pan Profesor postrzega ten potężny rozziew dwóch przyjaciół, niegdysiejszych „braci w broni”? W filmie, który powstał w SGH, prawie namacalne jest to dojmujące rozczarowanie Wojciechowskiego Piłsudskim, żeby tylko rozczarowanie.
Wydałem wspomnienia Wojciechowskiego z okresu dwudziestolecia, miałem więc przyjemność czytać ich rękopis. Większość tekstu pisał bez nadmiernych poprawek, z pewnością w ręku. Ale passusy o Piłsudskim poprawiał wielokrotnie, niektóre słowa ledwo odczytałem. Widać, że pisanie o dawnym przyjacielu było dla niego bardzo trudne.
Chciał go skrytykować, ale wahał się, jak to dokładnie zrobić. Z jednej strony, poczuł się zdradzony. Z drugiej, pamięć jego wcześniejszej działalności została, jak wnioskuję z jego słów, niemalże obrażona. To było wydarzenie, z którym się nie pogodził.
Potem jakieś niewielkie ze strony obozu Piłsudskiego ukłony w stronę Wojciechowskiego się pojawiły, ale ten nie był zainteresowany odmrożeniem stosunków z marszałkiem. Tak że to na pewno było bardzo trudne dla niego doświadczenie.
Zresztą zdaje się, że dla Piłsudskiego również. Nie wiemy, co Piłsudski miał w głowie w maju 1926 r., ale po rozmowie na Moście Poniatowskiego, Piłsudski zdawał się oszołomiony.
„Stanisławowi Wojciechowskiemu przyszło kierować krajem w wyjątkowo trudnych okolicznościach. Polska znajdowała się w coraz większych problemach finansowych, a w 1923 r. wysoka inflacja przekształciła się w hiperinflację. Poradził sobie z nią dopiero przyjaciel prezydenta, Władysław Grabski. W kolejnych latach główną trudnością były coraz większe napięcia polityczne, które zaowocowały krwawym zamachem stanu w 1926 r. – pisał na łamach Gazety SGH Jerzy Łazor.
– Jako prezydent Wojciechowski pamiętany jest głównie jako ten, który nie poddał się łatwo Józefowi Piłsudskiemu, którzy w wyniku zamachu przejął władzę. Podczas dramatycznego spotkania z dawnym przyjacielem na moście Poniatowskiego 12 maja 1926 r., Wojciechowski powiedział: >>Reprezentuję tutaj Polskę, żądam dochodzenia swych pretensji na drodze legalnej<<. Kiedy wojska marszałka zdobyły jednak jednoznaczną przewagę, prezydent złożył broń i ustąpił ze stanowiska. Wojciechowskiemu trudno byłoby zrozumieć dzisiejszy kult Polski pomajowej.
Przywiązany do praworządności, nigdy nie wybaczył dawnemu przyjacielowi przewrotu. Odrzucił próby porozumienia ze strony nowych władz i wycofał się z życia politycznego, poświęcając się z powrotem spółdzielczości i pracy naukowej, również w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. W nielicznych publicznych komentarzach jednoznacznie potępiał Sanację. Z pewnością nie o taką niepodległość walczył – z prześladowaniem demokratycznej opozycji, wyborczym manipulacjom, procesem brzeskim, czy z obozem w Berezie Kartuskiej”.
Zachęcamy także do lektury:
Film dokumentalny „Prezydent z SGH” | Gazeta SGH
Uroczysta odsłona muralu „Prezydent z SGH” | Gazeta SGH
Stanisław Wojciechowski – prezydent sprzed wieku | Gazeta SGH
Stanisław Wojciechowski – prezydent z SGH | Gazeta SGH
Wystawa prac naukowych i publicystyki Stanisława Wojciechowskiego – „Prezydenta z SGH” | Gazeta SGH
W SGH otwarto wystawę upamiętniającą Prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego | Gazeta SGH
W SGH obchody 100-lecia objęcia urzędu Prezydenta RP przez Stanisława Wojciechowskiego | Gazeta SGH