Kariera Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego to przykład konsekwentnego dążenia do celu, łączenia wiedzy inżynierskiej z pasją odkrywania oraz odwagi w podejmowaniu wyzwań, które jeszcze niedawno wydawały się poza zasięgiem. Jako astronauta związany z Europejską Agencją Kosmiczną Sławosz Uznański-Wiśniewski reprezentuje nowe pokolenie badaczy, dla których przestrzeń kosmiczna staje się naturalnym obszarem pracy i eksploracji. Prof. dr hab. Elżbieta Marciszewska, pełnomocniczka rektora SGH ds. Akademickiej Sieci Kosmicznej, rozmawia ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim o drodze, która doprowadziła go do tego wyjątkowego momentu, o znaczeniu nauki i edukacji w jego życiu, a także o przyszłości badań kosmicznych i miejscu Polski w globalnym wyścigu technologicznym.
Elżbieta Marciszewska: Panie doktorze, jako drugi Polak – po 48 latach od lotu gen. Mirosława Hermaszewskiego – odbył pan misję na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Jak wyglądała droga do spełnienia tego marzenia i jakie przygotowania były niezbędne, aby wziąć udział w tak wymagającym przedsięwzięciu? A także – co z tej perspektywy zrobiło na panu największe wrażenie w wymiarze bardziej osobistym i refleksyjnym?
Sławosz Uznański-Wiśniewski: Moja droga budowana była przez wiele lat, jest to bardziej proces niż jedno przełomowe wydarzenie. Zaczęła się dość wcześnie – od moich wyborów edukacyjnych i pracy naukowej. Później zdobywałem doświadczenie w międzynarodowych ośrodkach badawczych, aż po słynną już selekcję do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). W tym wszystkim równie ważne jak kompetencje techniczne są umiejętności pracy zespołowej i funkcjonowania w środowisku o bardzo wysokiej odpowiedzialności.
Z kolei przygotowania do lotu to wieloletni, intensywny proces, obejmujący szkolenia systemowe, operacyjne, medyczne oraz symulacje sytuacji awaryjnych. Ich celem jest wypracowanie powtarzalności działania w warunkach, które mogą być nieprzewidywalne.
Natomiast doświadczenia samego lotu nie da się porównać z czymkolwiek innym. Moment spojrzenia na Ziemię z orbity zmienia perspektywę, widzimy planetę jako jeden system, bardzo delikatny i ograniczony, z cienką linią, która jest naszą atmosferą. Myślę, że to doświadczenie zostanie ze mną na całe życie, bo już wpłynęło na mój sposób myślenia o świecie.
Podczas misji IGNIS realizował pan bardzo szeroki program badawczy, obejmujący 13 eksperymentów wybranych spośród ponad 60 propozycji przygotowanych przez polskie zespoły naukowe i firmy. Jak ocenia pan znaczenie tego programu dla rozwoju polskiego sektora kosmicznego i które z tych badań uważa pan za szczególnie istotne z punktu widzenia nauki, technologii oraz gospodarki?
Najważniejsze jest to, że ten program został zrealizowany. Po raz pierwszy polskie zespoły – zarówno naukowe, jak i przemysłowe – uzyskały dostęp do infrastruktury ISS jako pełnoprawni uczestnicy badań. A to zmieniło pozycję całego polskiego sektora kosmicznego.
Zakres eksperymentów był bardzo szeroki: od badań psychologicznych i medycznych, przez biotechnologię, aż po technologie inżynieryjne. Wiele z nich wciąż trwa, ponieważ analiza wyników w przypadku badań kosmicznych jest procesem długoterminowym. Część nawet jeszcze czeka na powrót na Ziemię!
Jeśli chodzi o konkretne przykłady, to bardzo interesujące są projekty z obszaru neurotechnologii, w tym badania interakcji mózg–komputer w warunkach mikrograwitacji. Z drugiej strony mamy rozwiązania infrastrukturalne, takie jak systemy monitorowania promieniowania, które mogą znaleźć zastosowanie nie tylko w kosmosie, ale również w sektorach krytycznych na Ziemi.
W mojej ocenie najważniejsze jest jednak to, że misja IGNIS stworzyła platformę do dalszych działań. Jestem przekonany, że jej znaczenie będzie rosło wraz z kontynuacją tych projektów.
W kontekście środowiska akademickiego szczególnie istotny jest wymiar edukacyjny misji IGNIS. Czy uważa pan, że tego typu przedsięwzięcia można traktować jako inwestycję – nie tylko w naukę, ale także w gospodarkę? Czy możemy spodziewać się wzrostu zainteresowania kierunkami ścisłymi i technologicznymi, a także większego zaangażowania specjalistów z innych dziedzin, takich jak ekonomia, prawo czy zarządzanie?
Zdecydowanie tak, natomiast należy patrzeć na to w dłuższej perspektywie. W sektorze kosmicznym efekty inwestycji nie są natychmiastowe i pojawiają się poprzez rozwój kompetencji, firm i całych ekosystemów.
Już dziś widzimy wzrost zainteresowania młodych ludzi nauką i technologią, co jest bardzo ważne z punktu widzenia przyszłości sektora. Bez tego nie da się budować trwałego zaplecza kompetencyjnego. Widzimy, że kierunki studiów powiązane z sektorem kosmicznym cieszą się dużą popularnością. Po moich spotkaniach na uczelniach w całej Polsce mogę też powiedzieć, że są to niesamowici ludzie z ogromną wiedzą i świetnymi pomysłami.
Jednocześnie musimy podkreślić, że sektor kosmiczny nie jest domeną wyłącznie inżynierów. To złożony system, który wymaga kompetencji ekonomicznych, prawnych i zarządczych. Bez nich nie jesteśmy w stanie budować modeli biznesowych ani skutecznie wdrażać technologii na rynek. Dlatego rola uczelni ekonomicznych w tym procesie jest bardzo istotna.
Globalny ekosystem kosmiczny dynamicznie się zmienia. Jak w tym kontekście ocenia pan pozycję Polski w europejskim sektorze kosmicznym? Jakie są nasze najważniejsze atuty, jakie wyzwania stoją przed nami oraz czy – pana zdaniem – Polsce nie brakuje długoterminowej strategii rozwoju i stabilnych modeli finansowania tego sektora?
Polska ma dziś znaczący potencjał, szczególnie w wybranych obszarach technologicznych. Mamy dobrze wykształcone kadry i rosnącą liczbę firm, które funkcjonują w międzynarodowych łańcuchach dostaw. Naszą mocną stroną jest elastyczność i zdolność do specjalizacji. Największe wyzwania dotyczą przede wszystkim skali działania firm oraz poziomu ich finansowania, który wciąż jest niższy niż w największych krajach europejskich.
Musimy pamiętać, że sektor kosmiczny wymaga planowania w perspektywie wieloletniej. Dlatego największym ryzykiem dla sektora kosmicznego jest brak ciągłości: zarówno w strategii, jak i w finansowaniu. Najbardziej efektywny model to połączenie finansowania publicznego i prywatnego, w którym państwo powinno tworzyć warunki i wspierać kluczowe obszary, a sektor prywatny odpowiada za rozwój i komercjalizację technologii.
W tym kontekście często pojawia się temat lokalizacji centrum ESA w Polsce. Jak ocenia pan znaczenie takiej inwestycji dla budowy przewag konkurencyjnych naszego sektora oraz dla wzmacniania bezpieczeństwa technologicznego i odporności państwa, szczególnie w kontekście rosnącej roli technologii podwójnego zastosowania?
Tego typu centrum ma bardzo duże znaczenie, ponieważ tworzy trwałą obecność kompetencji i infrastruktury w kraju, w którym zostanie zlokalizowane. To nie jest wyłącznie kwestia prestiżu, lecz także szansa na przyjazd do Polski specjalistów z całej Europy i ich współpraca z polskimi absolwentami – naukowcami i inżynierami. Centrum ESA pełniłoby rolę regionalnego hubu technologicznego, przyciągałoby projekty, inwestycje i talenty, a tym samym wzmacniało cały ekosystem.
Aspekt technologii podwójnego zastosowania jest również bardzo istotny dla europejskiego sektora kosmicznego, bo musimy pamiętać, że wiele rozwiązań kosmicznych znajduje zastosowanie zarówno w sektorze cywilnym, jak i w obszarze bezpieczeństwa czy zarządzania kryzysowego. W tym sensie rozwój technologii kosmicznych staje się także elementem szerszej strategii budowania odporności państwa. A nasze położenie geo-
polityczne zdecydowanie implikuje taką potrzebę.
Najważniejsze jest na tym etapie, żebyśmy zdecydowali, jakim zagadnieniem będzie się taki ośrodek zajmował.
Polska jest sygnatariuszem programu Artemis, którego celem jest powrót człowieka na Księżyc i budowa trwałej infrastruktury poza orbitą okołoziemską. Jak ocenia pan szanse Europy i Polski w tej nowej fazie eksploracji kosmosu oraz w jakiej perspektywie Księżyc może stać się realnym etapem w drodze na Marsa?
Europa jest ważnym partnerem w programach eksploracyjnych, co widać w jej udziale w programie Artemis oraz w budowie elementów infrastruktury, takich jak moduł serwisowy statku Orion czy komponenty Gateway.
Eksploracja Księżyca już się rozpoczęła i wierzę, że w tej dekadzie zobaczymy kolejne kroki człowieka na powierzchni naszego satelity. Jeśli chodzi o wykorzystanie Księżyca jako punktu tranzytowego, to jest to scenariusz realny, ale długoterminowy. Wymaga budowy stabilnej infrastruktury i systemów transportowych, co zajmie lata.
Dla Europy kluczowe będzie utrzymanie i rozwijanie kompetencji w sposób skoordynowany oraz określenie obszarów, w których chce być liderem. Dla Polski ważne jest, żebyśmy dbali o naszą pozycję w ESA i programie Artemis Accords, bo to będzie procentować wykorzystaniem naszej rodzimej technologii w dalszej eksploracji Księżyca.
Na zakończenie – wracając do motywu marzeń, które w pana przypadku konsekwentnie przeradzają się w konkretne działania – czego możemy panu dziś życzyć jako doktorowi honoris causa SGH?
Myślę, że przede wszystkim kontynuacji na poziomie zarówno indywidualnym, jak i całego sektora. Misja IGNIS była ważnym krokiem, ale jej znaczenie zależy od tego, co wydarzy się dalej: czy uda się rozwinąć kompetencje, stworzyć programy i przełożyć je na konkretne projekty.
A prywatnie – myślę, że możliwości dalszej pracy przy projektach, które mają realny wpływ na rozwój technologii i eksploracji kosmosu. To jest największa motywacja.
FOT. PAWEŁ GOŁĘBIOWSKI, SGH