Zimowe raczej coś niż nic

rysunek sikorki

Wczesny styczeń 2026 roku, za oknem minus osiem, wkrótce będzie jeszcze zimniej, ale w końcu jest przecież zima. Za nami święta Bożego Narodzenia i nie tylko. Mędrcy wschodu przeszli ulicami miast, składając dary. Było barwnie, w niektórych miastach nawet bardzo, w innych trochę mniej, w niektórych królów nie widziano, ale ponoć dary złożono i pokłony też były. Pojawiła się zatem nadzieja wzmocnienia świata odrobiną pokory i rozpoczęliśmy Anno Domini 2026! Także ateiści uzbrojeni w noworoczne postanowienia wkroczyli w kolejny rok.

Telewizor krzyczy Wenezuelą i gdzieś w zanadrzu zrozumienia rzeczywistości czai się ponownie nieprzewidywalność, której pewnie nadużywam, ale przecież tak bardzo jest obecna, że warto ją oswajać. Zanurzam ręce w orkiszowej mące, aby poczuć ciepło bąbelkowych drożdży. Inspiracją do upieczenia noworocznego chleba był piękny album z kuchnią łemkowską, który dostałam. To właśnie on obudził we mnie na nowo temat różnorodności i prawa do tożsamości, w tym tej narodowej. Ale o tym za chwilę. Łacińskie pochodzenie słowa zima – hiems (stąd pewnie polskie pojęcie „hibernacja”) – każe nam na nowo zrozumieć, że jesteśmy tu i teraz w miejscu, w którym zimy od dawna istniały. Praindoeuropejskie ghim oznacza zimno, zimę i mróz, ale także chłód i ciemność. A przecież już trochę zapomnieliśmy o ich istnieniu, nie tylko z powodu możliwości wyjazdów do ciepłych krajów.

Malutki niebieski karmnik pęka w szwach od rozmiarów tłustej sójki zwyczajnej (łac. Garrulus glandarius), bezczelnie obżerającej się słonecznikiem w tłuszczu. Od rana to właśnie ona nie pozwala dobić się do pokarmu zwinnym sikorkom bogatkom (łac. Parus major), które energicznie skaczą po okolicznych krzaczkach kosodrzewiny. Ich jaskrawe, oliwkowozielone grzbiety migają wśród bieli śniegu. Dyskretna feeria barw. Myli się ten, kto myśli, że sikorki dadzą sobie w kaszę dmuchać. O, co to, to nie. Ten familijny widok może wyglądać jeszcze inaczej. Jeśli temperatura spadnie, sikorki będą potrzebować więcej tłuszczu i mogą wtedy stać się bardziej drapieżne, atakując inne ptaki, nawet te większe od siebie, nie darują nawet zaspanym nietoperzom. W Polsce żyje ich (sikorek) aż sześć gatunków i wszystkie są pod ścisłą ochroną. Sikorki są ważne dla ekosystemów, pomagając w kontrolowaniu populacji owadów, zwłaszcza że tych ostatnich inwazyjnie przybywa. Pamiętam moje pierwsze zdziwienie, kiedy to wczesną wiosną powitałam pochód biedronek azjatyckich (łac. Harmonia axyridis), maszerujących dziarsko pod framugą okienną. Powoli przyzwyczajam się, choć dość niechętnie, do spotkań z wtykiem amerykańskim (łac. Leptoglossus occidentalis), który również woli zimy spędzać w drewnianym domu niż pod korą drzew. Ten kosmopolityczny gatunek jest groźnym szkodnikiem hodowli iglaków i nie tylko. Łatwo go rozpoznać, ponieważ w chwili zagrożenia wydziela charakterystyczny, brzydki, cytrynowo-kolendrowy zapach. Osobiście padam trupem od tego na dobre kilka minut, ot, siła owadzich feromonów.

Crataegus oxyacantha L.

Crataegus oxyacantha L. Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:110_Crataegus_oxyacantha_L.jpg

Wróćmy jednak do sikorek – warto pamiętać, że te słodkie istotki potrafią zabijać inne ptaki dla pokarmu. Dlatego, wyprzedzając wypadki, po prostu je dokarmiam. Ostatnio pozazdrościłam ptakom różnorodności ziaren, które otrzymują, i à propos dmuchania w kaszę – za tą kaszą zatęskniłam.

Kasza pojawiła się i była zjadana na obszarze naszego kraju, jeszcze zanim słyszano o śladach polskiej państwowości. Syrenjusz, profesor Akademii Krakowskiej, pisał w XIV wieku o znaczeniu kaszy w ten sposób: „Ludzie starego wieku, póki chleba na używali, grysu z jęczmienia otłuczonego, samopszy i pszenicy używali, potem za znajomością chleba opuścili tę potrawę, dla chorych ją lekarzom zostawiwszy, którą potem kaszywem i kaszą nazwano”. Przeczytamy o tym w Encyklopedii staropolskiej Zygmunta Glogera1. Najbardziej wtedy rozpowszechnione proso było podstawą do wyrabiania kaszy jaglanej, tradycyjnych jagieł. Kasza ta była łatwa w przechowywaniu, nadawała się do przyrządzania rozmaitych potraw zarówno mięsnych, jak i słodkich deserów. I nadal jest, choć o tym nie pamiętamy. Dużą popularnością cieszył się również zdobywający dziś na nowo popularność pęczak, uzyskiwany z jęczmienia. Inne odmiany – kasza gryczana, kasza manna i kasza owsiana – również były spożywane. Z tej ostatniej przygotowywano tzw. tłókno, rozdrabniając i gotując w wodzie. Jak napisano, danie to smakiem przypominało kawę zbożową.

A co w produkcji zbóż w Europie obecnie? „Otóż, w Unii Europejskiej w sezonie 2025/2026 ma odbić się po spadkach z poprzedniego roku, zwiększając się o około 4,1% względem średniej z ostatnich pięciu lat, co daje około 285 mln ton. Powierzchnia upraw zbóż wzrasta o około 2,4%, głównie za sprawą wzrostu areału pszenicy miękkiej (+5%). Nieznacznie maleją powierzchnie upraw kukurydzy, jęczmienia oraz owsa (odpowiednio o 1,3%, 0,5% i 0,8%)”2. Może szkoda, że maleją, ale pozostawiam to rolnikom.

Kiedy przychodzi zima, my – ludzie – również potrzebujemy wzmocnienia. Tym razem chciałabym polecić zapomniane preparaty z głogu, który – zjadany przez ptaki – doskonale służy również człowiekowi. Głóg dwuszyjkowy (łac. Crataegus oxyacantha L.) to niewielki krzew z rodziny różowatych (łac. Rosaceae). Do celów leczniczych zbiera się jego rozkwitające kwiatostany, ale także w pełni dojrzałe owoce o ciemnoczerwonej barwie. Te zaś w smaku są nieco mdłe, ale pomieszane z sokiem z cytryny nabierają charakteru. Odmian głogu jest zresztą kilka, ale nie wszystkie posiadają cudowne moce wzmacniające. Kwiatostany głogu działają głównie rozkurczowo na naczynia wieńcowe serca, zwiększając jego dotlenienie. Serce zwalnia, nabiera siły swoich skurczów, zmniejszając jednocześnie ich częstotliwość. Taka mała hibernacja. Mają również właściwości uspokajające jelita, rozszerzające naczynia mózgowe, działają uspokajająco. Wyciągi z samych owoców posiadają nieco mniejszą moc działania3. Preparaty z głogu stosuje się nie tylko dla wzmocnienia serca, mogą okazać się pomocne również w nadciśnieniu, osłabieniu, po przebytych chorobach zakaźnych i przy ogólnym zmęczeniu.

 

Garrulus glandarius. Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Nederlandsche_vogelen_(KB)_-_Ga…

Tegoroczna zima nasuwa, co oczywiste, skojarzenia z baśnią o Królowej Śniegu. Oto nadeszła Luna – władczyni nocy i zorzy polarnej, przynosząca chłód i mrok. Minie jeszcze kilka miesięcy, nim słońce wyzwoli nas od jej wpływu. Co starszym czytelnikom chłód przypomina typowe, tradycyjne polskie zimy, pełne śniegu, szaleństw na lodowiskach i nartach, z korytarzami ogromnych zasp. I jeszcze ten dermosan na twarzy (uwaga na lokowanie produktu), jednopalczaste rękawice z kożucha, szalik na skafander i palący mróz na policzkach. To są dobre wspomnienia.

Chłód i władanie zimy w styczniu i lutym dają się we znaki nie tylko ptakom, odczuwają je wszystkie żywe istoty. Co prawda odłamki lodowe ze stłuczonego zwierciadła trolli wpadają nam do oczu codziennie każdą porą roku, kiedy pozostajemy pysznie obojętni, zarozumiali, złośliwi, pełni mniej lub bardziej przeświadczenia o własnej nieśmiertelności. Kiedy sama Królowa Śniegu wzywa nas aż do Kalaallit Nunaat.

No dobrze, dość moralizatorstwa. Zima jest potrzebna, ale nie potrzebujemy jej w naszych sercach, wszyscy zasadniczo to wiedzą. Pamiętajmy jednak, że kiedy ja sobie piszę o wtyku amerykańskim, dotkliwy chłód odczuwa cały zbombardowany Kijów. I tak to tutaj zostawię. Rozpoznawajmy, tak jak potrafimy – kto wróg, kto przyjaciel! Biegnąc mimo wszystko tą zimą do słońca.

Poniżej przepis na skromną, choć wykwintną zupę z głogu: 
„Trzy kwaterki suszonego głogu zalać wodą, żeby głóg objęła, dodać bułkę i rozgotować na miazgę, a następnie przetrzeć przez gęste sito, aby tylko łuski w niem zostały. Wziąć pół kwarty wina francuskiego4, dobrać wody, aby zupa nie była za mocna, włożyć ćwierć funta cukru5, trochę cynamonu i rozprowadzić tem głóg, zagotowawszy wydać na stół z biszkopcikami”6. 


Agnieszka Kamińska

DR AGNIESZKA KAMIŃSKA, dyrektor Centrum Otwartej Edukacji

 

1 Zobacz: https://rme.cbr.net.pl/index.php/kultura-i-tradycje-ludowe/1127-dzieje-… (data dostępu: 18.01.2026).
2 Zobacz: https://agriculture.ec.europa.eu/media/news/short-term-outlook-eu-agric… (data dostępu: 18.01.2026).
3 Por.: Rośliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie, Aleksander Ożarowski, Warszawa 1987, str. 163.
4 Kwarta to dawna miara objętości, która w Polsce historycznie wahała się, odpowiadając ok. 0,94–1,125 litra.
5 Nieco ponad pół szklanki cukru.
6 Na podstawie: Praktyczny kucharz warszawski, Kuchnia w czasach Belle Epoque, wybór Joanna Radziewicz, zbiory Centralnej Biblioteki Rolniczej, Oddział NIKiDW w Puławach.

Rysunek główny: Parus major. Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:A_Great_Titmouse_(Parus_major)_…