Najpierw odwaga, potem wiedza, doświadczenie i relacje – rozmowa z Omeną Mensah

kobieta na tle brązowej ściany

Omena Mensah od lat łączy działalność filantropijną z myśleniem strategicznym i profesjonalnym zarządzaniem projektami społecznymi. Jest założycielką Omenaa Foundation oraz OmenaArt Foundation, a także inicjatorką TOP CHARITY – inicjatyw, które wykraczają poza doraźną pomoc i koncentrują się na trwałym wpływie społecznym, edukacji i dialogu międzykulturowym. Wybór przedstawicieli studentów SGH, którzy wskazali Omenę Mensah jako jedną z inspirujących osób do rozmowy, stał się punktem wyjścia do dyskusji o autorytecie, odpowiedzialności i relacji z młodym pokoleniem. 

Renata Krysiak-Rogowska: Co chciałaby Pani przekazać młodym ludziom? 

Omena Mensah: Przede wszystkim, żeby nie bali się wierzyć w siebie i aby dawali sobie prawo do prób i błędów. Odwaga jest ważna, ale równie ważna jest cierpliwość i gotowość do nauki. Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek na siłę inspirować, a raczej o to, by być w porządku wobec siebie i robić swoje – uczciwie i konsekwentnie.

Czego Pani zdaniem warto uczyć się poza programem studiów?

Empatii, tolerancji i współpracy. Kompetencje są potrzebne, ale bez umiejętności rozumienia ludzi i świata nawet największe kompetencje merytoryczne nie wystarczą, by realnie zmieniać rzeczywistość na lepsze. Studia dają wiedzę, a codzienne relacje uczą nas, jak tę wiedzę wykorzystać. Edukacja formalna to początek, ale życiowa mądrość rodzi się dopiero w dialogu z innymi.

Jako założycielka Omenaa Foundation i OmenaArt Foundation oraz inicjatorka TOP CHARITY często musi Pani podejmować ważne decyzje. Czy w takich momentach częściej kieruje się Pani sercem czy „excelem”?

Trudno to rozdzielić. Myślę, że jednym i drugim. Serce wskazuje kierunek, a rozum strategicznie go realizuje. Filantropia bez planowania nie ma trwałego efektu, ale sama logika bez wrażliwości nie ma sensu. Staram się więc łączyć intuicję z analizą, empatię z efektywnością działań. Jedno bez drugiego po prostu się nie sprawdzi.

Moje fundacje to ruch serc i idei, zorganizowany w sposób profesjonalny. Mają wyraźne cele społeczne – edukację, pomoc i dialog kulturowy, ale ich realizacja wymaga zarządzania jak w dobrym projekcie: planowania, współpracy, mierzenia efektów i zaangażowania partnerów. Inaczej dobre intencje szybko się rozmywają.

Początki każdej inicjatywy wiążą się z popełnianiem błędów, ale i z nauką. Jakie lekcje Pani wyciągnęła ze swoich działań?

Błędy są nieodłączną częścią każdej drogi. Nauczyły mnie przede wszystkim uważnego słuchania ludzi, z którymi współpracuję, oraz zadawania pytań ekspertom i odbiorcom. Bez refleksji nad tym, co działa, a co nie, trudno budować coś trwałego. 

Bycie osobą publiczną oznacza również mierzenie się z krytyką.

Nie zawsze było to łatwe. Krytyka jest częścią tej roli. Najważniejsze to odróżniać konstruktywną krytykę od hejtu, wyciągać lekcje tam, gdzie to możliwe i nie pozwolić, by opinie innych przesłaniały własne wartości i misję. Trzeba pozostać autentycznym i wiernym swoim zasadom.

W przestrzeni społeczno-biznesowej temat barier, z jakimi mierzą się kobiety, wciąż powraca. Jak Pani do tego podchodzi?

Doświadczenia z życia i kariery nauczyły mnie, że świat nadal nierówno rozkłada ciężary i oczekiwania, a kobiety często muszą udowadniać więcej. To jednak również motywacja do budowania przestrzeni, w której głos każdej osoby, niezależnie od płci, jest słyszany i respektowany.

W kontekście barier, o których Pani mówiła, wiele osób z zewnątrz widzi Panią jako kogoś, kto przeciera szlaki i jest dla innych wzorem. Jak pochodzi Pani do tego, że jest uważana za autorytet?

Staram się być spójna w tym, co robię i mówić to, w co naprawdę wierzę. Jeśli ktoś widzi w tym autorytet, przyjmuję to z wdzięcznością, ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Autorytet tworzy się sam, gdy ludzie widzą konsekwencję, empatię i prawdziwe zaangażowanie.

W kilku wywiadach podkreślała Pani, że w młodości ważne były dla Pani wzorce wyniesione z domu i doświadczenia edukacyjne, które zmieniły Pani spojrzenie na świat.

Rodzice pokazali mi, jak wiele może zmienić edukacja i konsekwencja. W młodości byli dla mnie wzorem, bo dzięki edukacji zmienili życie swoje i innych. Dziś inspirują mnie osoby łączące kompetencje, profesjonalizm z empatią i odpowiedzialnością za innych. Liderki pokazujące, że siła i delikatność mogą iść w parze.

Jednym z momentów, które zmieniły bieg Pani drogi, było zaangażowanie w filantropię.

Budowanie fundacji otworzyło mi drzwi do globalnej współpracy, edukacji i dialogu. Zmieniło też moją perspektywę na to, jak realnie można wpływać na rzeczywistość. Zaangażowanie się w działalność fundacyjną było krokiem, który pokazał mi, że mogę działać szerzej i bardziej odpowiedzialnie.

Wrażliwość podpowiadała mi, gdzie są potrzeby, a strategia pomagała sprawdzić, czy to, co robimy, faktycznie działa. Jedno bez drugiego szybko traci sens. W mojej działalności wrażliwość idzie w parze z profesjonalizmem i planowaniem. Dobre cele wymagają dobrego zarządzania, mierzenia efektów i partnerstw, by były realnie skuteczne.

Każda decyzja o uruchomieniu nowego projektu wiąże się jednak z ryzykiem. Jak to było w przypadku Pani fundacji?

Każda decyzja była ryzykiem, ale kompasem zawsze pozostawała wiara w sens działań i przekonanie, że pomoc innym ma realny wpływ na świat. Jeśli coś jest potrzebne i dobrze przygotowane, warto spróbować.

Gdyby student SGH chciał dziś zacząć swoją drogę zaangażowania społecznego, co by mu Pani powiedziała?

Wszystko zaczyna się od odwagi zrobienia pierwszego kroku. Nie trzeba czekać na idealny moment. Potem przychodzą wiedza, doświadczenie i relacje. Najważniejsze to zacząć i uczyć się w drodze.

Jakie ma Pani największe marzenie? 

Moim największym marzeniem jest, żeby każde dziecko miało dostęp do edukacji i godnych warunków życia bez względu na miejsce urodzenia i warunki. To marzenie mnie napędza każdego dnia i przypomina, po co to wszystko robię.