Artykuł jest pokłosiem wywiadów, które prowadziliśmy z Polakami mieszkającymi i pracującymi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA). W trakcie spotkań zauważaliśmy, że duża grupa naszych rozmówców to absolwenci SGH. Miło było słuchać i obserwować, jak rozwijają się ich kariery zawodowe na tym wymagającym rynku. Badania prowadziliśmy w ramach projektu CEEMEA (Akademickie Partnerstwo na rzecz badań nad gospodarką i polityką państw Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej) finansowanego w ramach programu „Partnerstwa strategiczne NAWA” (BNI/PST/2023/1/00147).
WYJAZD ZA GRANICĘ TO PLAN. ZEA TO NAJCZĘŚCIEJ PRZYPADEK
Nasi rozmówcy to typowi „nomadzi” globalnego kapitalizmu. Prosta ścieżka z Polski do ZEA to najrzadziej występujący wariant. Jedna z najdłuższych opisanych przez naszych rozmówców dróg do Emiratów wiodła z Polski przez Anglię, Dubaj, Australię, Katar, Oman, ponownie Australię do Abu Zabi, a następnie Ras Al-Chajmę. Droga innej osoby wiodła przez Niemcy, Austrię, Stany Zjednoczone i Indie. Są w nieustannej drodze, w poszukiwaniu nowych możliwości i dalszej poprawy swojej sytuacji „rynkowej” w sensie weberowskim, lub – ze względu na swoje unikatowe kompetencje – są „siłami specjalnymi” wysyłanymi przez firmy globalne w celu zwiększenia efektywności ekonomicznej lokalnych przedstawicielstw. ZEA to kolejny przystanek w podróży, samotnej, z partnerem lub czasami za partnerem.
Jak wynika z naszych rozmów, Emiraty nigdy nie były częścią długofalowej, przemyślanej ścieżki kariery. Decydował o tym przypadek lub pojawiająca się okazja: „To nie był mój wybór. Mój partner dostał ofertę kontraktu w Dubaju. Na początku nie chciał, ale jak zobaczył kwotę (na umowie), to zmienił zdanie. Stwierdziliśmy, że na tych kilka miesięcy to w sumie fajne miejsce, fajna przygoda. Okazało się, że to jest rynek dużych możliwości i że on chce zostać, założyć firmę. Minęły dwa lata i ja też znalazłam pracę”. Jest to jeden z najczęściej pojawiających się schematów. Najpierw „okres próbny”, a potem pobyt na pełen etat; najpierw przekonanie, że to tylko na jakiś czas, a później mijają kolejne lata.
ZEA – KRAINA MOŻLIWOŚCI
Dla zdecydowanej większości ZEA nie były częścią skrupulatnie przemyślanej strategii. Dlatego też w zdecydowanej większości przypadków kraj ten staje się miejscem stopniowo odkrywanym. Jednych „inspiruje dynamika i forma rozwoju tego miejsca”, dla innych „to jest idealne miejsce do prowadzenia międzynarodowego biznesu”. Wielu rozmówców podkreślało, że w ZEA czuje się po prostu bezpiecznie: „80 narodowości, żyjących na tak małym obszarze, to trzeba umieć zorganizować, żeby ludzie czuli się bezpieczni (…) poziom bezpieczeństwa jest nie do opisania, nigdy i nigdzie nie czułam się bezpieczniej”.
ZEA to miejsce dalekie od wyobrażeń stereotypowych. No może poza jednym – pogodą. Jest gorąco, bardzo gorąco, i brakuje zieleni. Niektórzy zwracają również uwagę na skraje nierówności społeczne. Oprócz olbrzymiego bogactwa widać również osoby, które zmagają się z problemami ekonomicznymi. Dotyczy to przede wszystkim imigrantów zarobkowych zatrudnianych do prac fizycznych. Osoby te zarabiają nawet 1–2 tysiące dirhamów emirackich (AED) – są za to w stanie skromnie żyć i wysyłać część zarobionych pieniędzy do swoich rodzin w Indiach, na Filipinach czy w Bangladeszu. Z tego powodu ZEA nie są krajem dla każdego.
Na grupach społecznościowych przeznaczonych dla Polaków mieszkających w Dubaju nierzadko pojawiają się pytania o to, czy jako hydraulik lub kierowca samochodów dostawczych można znaleźć dobrze płatną pracę. Odpowiedzi brzmią, że jest to w zasadzie niemożliwe, albowiem są to zajęcia typowo fizyczne, a rynek zdominowany jest przez niskopłatnych pracowników z Azji czy Afryki. Nie jest to także dobry rynek do szukania swojej pierwszej pracy. Wszak do ZEA przyjeżdżają ludzie z całego świata – wszyscy w tym samym celu: aby dobrze zarobić. Z tego powodu rynek pracy jest bardzo nasycony, a pracę – nawet przy świetnych kompetencjach – znaleźć jest trudno. Przeprowadzka do Dubaju to zatem długoterminowa inwestycja, która nie wiadomo, kiedy zacznie się zwracać. Niektórzy szacują, że trzeba mieć zabezpieczenie w postaci nawet kilkuset tysięcy złotych, aby móc utrzymać się przez czas poszukiwania zatrudnienia.
EMIRATCZYCY I CAŁA RESZTA
Miejsce w społeczeństwie wyznacza pochodzenie. Najbardziej uprzywilejowana jest rdzenna ludność, czyli Emiratczycy. Stanowią oni około 20% całej populacji zamieszkującej ZEA. W opinii naszych rozmówców „Emiratyczycy są trochę poza drabiną społeczną. Społeczność Emiratczyków przypomina strukturę plemienną, gdzie rodzina jest najważniejsza, zaś o miejscu decydują głównie nieformalne, rozległe kontakty/znajomości (arab. wasta): (…) nie należy zapominać, że jest to federacja emiratów. Jest rodzina królewska i klany, które dysponują największym bogactwem. O szczebel niżej są ludzie Zachodu. Dla Emiratczyków nie ma zasadniczo znaczenia, czy są to migranci z Europy, czy z Ameryki”. Nie mają też większego znaczenia niuanse geograficzne, tzn. czy jest to Europa Zachodnia, czy Europa Środkowo-Wschodnia. Migranci z Azji i innych regionów świata (z wyłączeniem wspomnianego wcześniej Zachodu) zajmują niższe szczeble drabiny społecznej. Najliczniejszą grupę migrantów stanowią Indusi – jest ich od 3,5 do 4 milionów.
POLACY W DUBAJU – WŚRÓD SWOICH
Szacuje się, że w ZEA mieszka kilkanaście tysięcy Polaków (ok. 8–12 tysięcy). Początki formowania się środowiska polonijnego niektórzy żartobliwie datują na uruchomienie pierwszych połączeń lotniczych z Warszawy do ZEA. W porównaniu ze środowiskami migrantów z Polski w innych krajach jest to dość młoda grupa, ale o wyraźnie odrębnych cechach i świadoma swojej inności: „Polacy w Dubaju to inna grupa niż podobne zbiorowości na świecie – to ludzie na poziomie, specjaliści w swoich dziedzinach. Polacy, którzy tu przyjeżdżają, są jednak trochę bardziej otwarci”. Polacy w ZEA to pełen przekrój zawodowy. Generalnie są to jednak trzy grupy: specjaliści, kadra kierownicza i przedsiębiorcy, którzy albo przenieśli swoją działalność z Polski do ZEA, albo otworzyli działalność zupełnie od początku. Ta specyfika Polonii wynika z tego, że „(…) tu nie przyjedzie robotnik niewykwalifikowany, bo będzie musiał konkurować z bardzo nisko płatnymi Azjatami”.
Jest to jednak na tyle mała grupa, że trudno jest jej tworzyć zintegrowane zespoły w miejscach pracy. Udaje się to na przykład innym grupom migrantów czy ekspatów, których jest znacznie więcej. Takie osoby mogą się wzajemnie wspierać i współpracować, jak również polecać kolejne osoby ze swojego kraju do pracy. Jeżeli w jakiejś firmie w ZEA pracuje Polak, nierzadko jest jedyną osobą z tego kraju. Dlatego istotną rolę integrującą pełnią kręgi niezwiązane z miejscem zawodowym. Jedna z respondentek stwierdziła, że „jest tu taka mała Polska. Podobnie jak inne grupy migrantów tworzymy takie »bańki«”.
KOBIETY POTRAFIĄ!
Jedną z takich „baniek” jest sieć polskich kobiet biznesu (Polish Businesswoman Network). Należy do niej 75 osób. Sieć służy „wymianie informacji, organizowane są spotkania, szkolenia. Dzięki networkowi łatwiej jest uzyskać pomoc w biznesie”. Dlaczego sieć działa? Oto odpowiedź: „Przez te cztery lata, od czasu, kiedy network stworzyło 10 Polek, w zasadzie mieszkających na jednym osiedlu, on bardzo urósł, przez to są w nim teraz osoby o bardzo zróżnicowanych kompetencjach i doświadczeniu. I te osoby bardzo chętnie się dzielą swoim doświadczeniem. Robimy programy mentoringowe. Robimy różne spotkania tematyczne. Wszyscy wiedzą miesiąc wcześniej, jaki będzie temat. Więc jeśli ciebie to interesuje, to przychodzisz, ale jak już tu dotarłaś, przedtem stojąc w korku, to się w takie spotkanie angażujesz. Moje prywatne doświadczenie jest takie, że sobie pomagamy w pracy i prywatnie”.
Sporą grupę stanowią Polki, które w swoich firmach pracują na stanowiskach zarządczych, których w ogóle jest coraz więcej i proporcjonalnie po równo z mężczyznami (jak przyznała jedna z naszych rozmówczyń, mniej więcej w 2020 r. spośród Polaków zajmujących stanowiska zarządcze 70% stanowili mężczyźni). Sieć działa również jako przestrzeń wymiany informacji niezwiązanych ze sferą biznesową, a w niektórych przypadkach przekłada się na relacje koleżeńskie: „Z jednymi jesteśmy bardziej związani, z innymi mniej – jakieś tam wyjście na łódkę sobie organizujemy, a to jakiś piknik rodzinny”. Sieć, choć skupia przedstawicielki biznesu, postrzegana jest jako alternatywa dla oficjalnych kanałów przeznaczonych do reprezentacji polskiego środowiska biznesu.
Istotną rolę w integracji środowisk polonijnych odgrywają social media: „Mamy taką grupę w sieci, setki wiadomości codziennie, a to wymiana opon, a gdzie coś kupić, gdzie sobie zrobić zabieg kosmetyczny, i jest taka tendencja, że jak Polak, to chętniej. Jest taka grupa, która się bodajże nazywa Polskie Lejdis (chyba w Abu Zabi), no i one na tym forum szukają informacji – a to gdzie polskie czekoladki lub inne produkty spożywcze można kupić, a to któraś wychodzi z inicjatywą pójścia na kawę. Ja ostatnio szukałam czegoś w Abu Zabi, no i się z tymi dziewczynami skontaktowałam”.
Niektórzy z rozmówców zauważają, że wraz ze wzrostem liczby Polaków w ZEA środowisko Polonii staje się coraz bardziej heterogeniczne, a zatem słabną tendencje integracyjne. Nadal jednak dominują pozytywne wrażenia, wyniesione z kontaktów z innymi Polakami. Oczywiście, od czasu do czasu pojawiają się tzw. czarne owce, ale dzięki tym kontaktom w miarę szybko informacje o takich osobach przenikają do obiegu.
PIELĘGNOWANIE POLSKOŚCI
Jakie zatem najważniejsze funkcje pełni polska diaspora? Niewątpliwie daje możliwość integracji, co z perspektywy osoby, która jest nowa, społecznie i psychologicznie może być niezwykle ważne: „Myślę, że ta Polonia jest w miarę zintegrowana. Ja mam takie przekonanie, że trzeba naprawdę nie chcieć, żeby się z innymi nie widzieć, nie mieć kontaktu z innymi Polakami”. Istotne miejsce znajduje funkcja wsparcia: „Na początku, jak się tutaj przeprowadziliśmy, to mieliśmy jedynie relacje z kolegami po SGH. Tak naturalnie zaczął powstawać system wsparcia”. Inna osoba zauważyła, że „tutaj Polacy pomagają też w takich rzeczach organizacyjnych, kiedy ktoś przyjeżdża do Dubaju i potrzebuje się zorientować szybko, jakie są możliwości, gdzie i co trzeba »załatwić«, to w tych rzeczach Polacy są sobie bardzo pomocni. Jakbym pewnie szukała pracy, to w pierwszej kolejności wysłałabym CV do swojego networku”. Z kolei inna rozmówczyni zauważyła, że o ile generalnie „nasza kultura (jest taka), że my nie jesteśmy tacy wspierający się, o tyle tutaj jest chyba inaczej”.
Dla wielu naszych respondentów istotne było także pielęgnowanie polskości, które przejawia się gównie w codziennych czynnościach: „U mnie kultywowanie polskości przejawia się przede wszystkim w polskim jedzeniu (obiady). Spotykamy się również z polską wspólnotą kościelną”. Ważne jest też obycie z językiem: „Fajnie jest tak czasami, no nie wiem, na 10 minut, wyciągnąć kogoś na kawę i pogadać po polsku”. Dla wielu rodzin miejscem, gdzie „praktykuje się” polskość, jest polska szkoła. Inni utrzymują relacje rodzinne. Z kolei dla pozostałych, z racji profilu działalności gospodarczej, Polska to codzienność poprzez kontakty biznesowe z Polakami. Trudno mówić tu o tęsknocie czy sentymencie za opuszczonym krajem, zwłaszcza że dominują bardzo pozytywne oceny: życie jest proste, bezpieczne, bez podatków, w cieple.
GARŚĆ WSKAZÓWEK NA KONIEC
Z rozmów można wnioskować, że Polacy w ZEA to specyficzna grupa, świadoma swoich zalet. Wypowiedzi w stylu: „jesteśmy specjalistami”, „my tu przyjeżdżamy z bardzo dobrym doświadczeniem, zbieranym w innych krajach”, świadczą o wysokiej samoocenie, co przekłada się na otwartość i zaangażowanie.
Nasi rozmówcy chętnie dzielili się radami dla tych, którzy chcieliby na dłuższy czas zadomowić się w ZEA i będzie to ich pierwszy kontakt z tym miejscem. Niewątpliwie trzeba odrzucić wszelkie stereotypy o Emiratach. Tu pieniądze nie leżą na ulicy: „Czasami jest takie podejście: przyjadę do Dubaju, spotkam jednego, dwóch szejków, może po prostu »potknę się o tego szejka na ulicy« i on mi »sypnie« milion dolarów. Tak się nie dzieje. Trzeba mieć dobry pomysł, zdobyć zaufanie i ciężko pracować. »Wyciąganie« kasy z pewnością się nie uda”. Życie w rytmie work-life balance może być przeszkodą, bo „biznes ma swój własny kalendarz”. Trzeba być responsywnym i elastycznym. Jeśli chcesz odnieść sukces, musisz zapomnieć o tym, jak prowadziłeś biznes w Polsce. W ZEA musisz prowadzić biznes po „arabsku”.
Trzeba również pamiętać, że ZEA to rynek „dużego autorytetu władzy”. Krytykowanie państwa to zdecydowanie zły pomysł. Nie należy też zbyt wiele oczekiwać od państwa: „Moją rolą tutaj jest pracować i pamiętać, że to państwo to model biznesowy. Ja pracuję, oni mi płacą więcej niż gdziekolwiek indziej, ja nie płacę podatku”.
DR RAFAŁ TOWALSKI, Zakład Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej, Instytut Studiów Międzynarodowych, Kolegium Ekonomiczno-Społeczne SGH

PROF. DR HAB. KATARZYNA GÓRAK-SOSNOWSKA, kierowniczka Zakładu Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej, Instytut Studiów Międzynarodowych, Kolegium Ekonomiczno-Społeczne SGH