Absolwent SGH wyróżniony przez Forbesa. Kulisy drogi do „30 przed 30”

zdjęcie dwóch mężczyzn z psem

Dla młodych przedsiębiorców obecność na liście „30 przed 30” Forbes Polska to ogromne wyróżnienie, a przede wszystkim docenienie ich odwagi, by wejść w nieznane, podjąć ryzyko i spróbować swoich sił w trudnych branżach. Bartłomiej Chmielewski, absolwent SGH i współzałożyciel kliniki Pupilmed, wraz ze swoim wspólnikiem Hubertem Ziomkiem znalazł się w gronie laureatów tego prestiżowego plebiscytu.

Pomysł na biznes zrodził się głównie pod wpływem częstych wizyt Huberta u weterynarza 
z psem oraz pytania, czy każda z nich musi odbywać się stacjonarnie. Założyciele Pupilmed przyjaźnią się od czasów liceum i – jak mówi Gazecie SGH-życie uczelni Bartłomiej Chmielewski – „nigdy nie chcieliśmy robić ze sobą biznesu”, lecz łącząc swoje doświadczenia, postanowili spróbować wypełnić lukę na polskim rynku telemedycyny weterynaryjnej.

Największą przeszkodą okazały się jednak polskie regulacje uniemożliwiające rozwój telemedycyny weterynaryjnej, co stało się bezpośrednim impulsem do zainwestowania 
w spółkę zajmującą się domowymi wizytami u zwierzęcych pacjentów. „Zaczęliśmy myśleć o skalowaniu domowych wizyt na cały kraj – rozmawialiśmy ze stowarzyszeniami hodowców, schroniskami, fundacjami. Pamiętam, jakie super były to emocje, że to wszystko nam idzie, ale i tak nie rozwiązywaliśmy problemu do końca. (…) Lekarze podczas pierwszych oględzin nie byli w stanie przeprowadzić operacji, wyciągnąć połkniętej piłki czy zrobić endoskopii, więc trzeba było szukać dalej. Tą trzecią koncepcją było stworzenie własnej przychodni” – zaznacza Chmielewski.

Jak wspomina, początki tworzenia kliniki weterynaryjnej były niezwykle trudne, a inwestorów przekonały ich ambicje oraz wiara w to, że można zmienić polski system opieki weterynaryjnej na lepsze. Półtora roku intensywnej pracy zaowocowało ustabilizowaniem sytuacji firmy. „Pamiętam, że przeprowadziłem się obok przychodni, żeby tam wręcz zamieszkać. Byłem tam codziennie: siedziałem na recepcji, pracowałem z technikami, układaliśmy grafiki, a z kierowniczką rozwiązywaliśmy problemy kadrowe. Prześledziliśmy całą ścieżkę diagnostyczną pacjenta – dlaczego w niektórych przychodniach nie odbierają telefonu, dlaczego na zabiegi nie można się umówić, dlaczego badania laboratoryjne nie przychodzą na czas. Zobaczyliśmy wtedy strasznie dużo pain points (bolączek) klientów (…). Po bardzo ciężkim okresie przychodnia prosperowała już naprawdę sensownie. To był moment, w którym poczuliśmy, że faktycznie mamy product market fit (produkt dopasowany do rynku), wiemy, co chcemy robić i zaczęły tworzyć się pewne standardy. Można powiedzieć, że była to droga od zupełnego chaosu i niewiadomej do miejsca, w którym – pewnie jako jedna z niewielu albo jedyna sieć weterynaryjna – układamy wszystko tak, jak należy” – mówi Bartłomiej Chmielewski.

Choć założyciele Pupilmed pierwsze finansowanie pozyskali od inwestorów venture capital, ostateczny kształt firmy nieco odbiega od tradycyjnej koncepcji startupu. Wynika to z jej obecnego modelu finansowania i konstrukcji spółki oraz utraty możliwości szybkiego skalowania biznesu. Jak wskazuje Chmielewski, nie jest to również typowa sieć przychodni weterynaryjnych, ponieważ w dalszym ciągu oferują klientom nowoczesne rozwiązania telemedyczne – z wyłączeniem jednak usług lekarzy weterynarii.

„Z jednej strony chcemy zrewolucjonizować rynek, ale z drugiej nie chcemy żyć marzeniami, robiąc nierentowny biznes. Stąd wybraliśmy inną drogę i zrezygnowaliśmy z tworzenia kolejnej globalnej aplikacji, która miałaby zmienić rynek – zobaczyliśmy, że to są złudzenia. Ludzie chcą przyjść do gabinetu weterynaryjnego, powierzyć pupila lekarzowi, wyleczyć go i wyjść. Stwierdziliśmy więc, że trzeba wejść tam, gdzie jest klient i zrobić to dziesięć razy lepiej, niż robią to obecni gracze na rynku. (…) Dostarczamy telemedycynę w trochę inny sposób: po wizycie nasz system zapewnia dostęp do całej ścieżki diagnostycznej, historii wizyt i kontaktu z lekarzem. To jest nasza funkcja telemedyczna” – opowiada założyciel Pupilmed.

W trakcie studiów Bartłomiej Chmielewski zdobywał doświadczenie w Stanach Zjednoczonych i rozwijał karierę w obszarze ubezpieczeń, co – jak sam przyznaje – dopiero po czasie pozwoliło mu w pełni docenić studiowanie w SGH. Dzięki uczelni znacznie rozbudował sieć kontaktów i mógł liczyć na wsparcie wykładowców przy uruchamianiu własnej inicjatywy biznesowej.

Droga do każdego biznesu, jest drogą w nieznane. Tysiące godzin poświęcone na zrozumienie branży i pracę nad Pupilmed pozwoliły stworzyć świetnie prosperującą firmę, a jako jeden z sukcesów, z których Chmielewski jest szczególnie dumny wskazał pozyskanie kompetentnej kadry menadżerskie, lekarzy i specjalistów, ponieważ – jak podkreśla – „biznes zawsze zaczyna się i kończy na ludziach”.

„Pupilmed jest jednym z moich największych sukcesów ze względu na drogę, jaką przeszliśmy. Wiele razy byliśmy pewni, że wiemy co robimy, a okazywało się, że nie wiedzieliśmy. Wiele razy ludzie nam mówili, że to się nie uda, a my wierzyliśmy, że się uda. 
Osoby, które mają wielkie spółki i mówią, że wiedzą, co robią, może faktycznie teraz to wiedzą, ale 20 lat temu, kiedy zaczynały, nikt z nich nie wiedział. Weszły w nieznane i my zrobiliśmy tak samo” – podkreśla Chmielewski.

Rozmawiała Weronika Woś, Zespół Komunikacji i Współpracy z Mediami, SGH

Duch przedsiębiorczości absolwentów SGH znów doceniony | Gazeta SGH