Nowe studia w SGH – bilet do kariery w transporcie/ Obalamy mity, czyli co absolwenci SGH robią w branży lotniczej? (część 1)

grafika ze zdjęcia: kobieta z laptopem siedzi w hali odlotów

Co jest biletem do kariery w transporcie? Szkoła Główna Handlowa w Warszawie uruchamia nowy kierunek studiów magisterskich – Systemy transportowe, którego głównym partnerem jest program inwestycyjny Port Polska. Do współpracy z SGH dołączają przewoźnicy i zarządcy infrastruktury. Studenci powołali nowe koła naukowe: SKN Transportu i Mobilności oraz SKN Biznesu Lotniczego i Kosmicznego. Czas „zapiąć pasy” i pokazać, jak branżę transportową rozwijają absolwenci SGH.

Podczas Aviation Days, które odbyło się w SGH w dniach 12–14 maja 2026 r., rozmawialiśmy z kilkoma absolwentami, którzy reprezentowali swoich obecnych pracodawców, pokazując, jak przekuć zainteresowanie branżą w karierę w globalnym, rozwojowym i nowoczesnym sektorze.

W pierwszej części materiału o nowych studiach w SGH asystent w Instytucie Infrastruktury, Transportu i Mobilności Paulina Kozłowska rozmawia z:

  • Ewą Jurczyk, absolwentką metod ilościowych (licencjat) i Big Data (magisterium) w SGH, starszą analityk oferty cenowej w Polskich Liniach Lotniczych LOT,
  • Przemysławem Zalewskim, absolwentem transportu na Politechnice Warszawskiej oraz zarządzania w SGH, specjalistą do spraw planowania i analiz przepustowości lotniska w programie Port Polska.


Paulina Kozłowska: Przemku, kiedy mówisz znajomym, że pracujesz przy programie inwestycyjnym Port Polska, pytają cię, czy wskazujesz samolotom drogę świecącymi pałeczkami na płycie lotniska?

Przemysław Zalewski: Zdarza się. Ale częściej udzielam odpowiedzi na konkretne pytania o status projektu. 

Już w tym roku planujemy rozpoczęcie zasadniczych prac budowlanych. W 2025 r. podpisaliśmy umowę na budowę kluczowego elementu linii kolei dużych prędkości (KDP) – tunelu pod Łodzią. Trwają trzy duże przetargi na kilka miliardów zł na realizację terminala – rekordowe w historii Polski. W Programie Dobrowolnych Nabyć (PDN) kupiliśmy już ponad 2800 hektarów gruntów, czyli trzy razy więcej, niż zajmuje Lotnisko Chopina w Warszawie. Odebraliśmy projekt terminala, a obecnie trwają prace nad projektami pozostałych elementów lotniska. Warszawa i Polska potrzebują nowego portu lotniczego, bo LOT na Okęciu „się dusi”.

Ale wróćmy do tego, czym się zajmujesz w programie Port Polska!

Moja praca dotyczy planowania ruchu samolotów na płycie lotniska, czyli w sumie z tym wskazywaniem drogi samolotom zgadłaś całkiem nieźle, tylko robię to w innej skali. Wykorzystuję tu kompetencje ze studiów inżynierskich, ale dzięki „magisterce” w SGH lepiej odnajduję się w realiach pracy korporacyjnej i tego programu.

Wyzwań jest oczywiście więcej zarówno dla osób z wykształceniem technicznym i kompetencjami zarządczymi, jak i dla ekonomistów. Trzeba zaprojektować model biznesowy nowego lotniska, pozyskać komercyjne finansowanie dłużne na ponad 40 mld zł i zarządzać największym w Polsce portfelem projektów.

Ewo, a jak wygląda to z perspektywy przewoźnika? W LOT zarządzasz cenami biletów. 

Ewa Jurczyk: Sprzedajemy bilety w ponad 10 tysiącach relacji, a w każdej z nich prognozujemy popyt na podstawie wielu zmiennych. Kiedyś maksymalizowało się przede wszystkim przychód z każdego samolotu. Dziś bilety sprzedajemy w oparciu o modele popytu w konkretnych relacjach.

Podczas spotkania na Aviation Days wielu studentów dziwiło się, że czasem lot z przesiadką jest tańszy niż bezpośredni, np.  z Gdańska do Lizbony. Ale to czysta mikroekonomia: jeśli spodziewamy się wysokiego popytu na locie bezpośrednim, jego użyteczność dla takiego klienta jest wyższa niż dla przesiadkowego, więc cena może być wyższa. Osoby bardziej wrażliwe na cenę możemy kierować na trasy alternatywne albo inne godziny czy terminy, oczywiście z zachowaniem ostrożności, aby takiego pasażera nie stracić. Dodatkowo, każda trasa funkcjonuje w innym otoczeniu konkurencyjnym, co również wpływa na decyzje cenowe. W niektórych relacjach to konkurencja dyktuje ceny. W innych – mamy pewną swobodę, ale pasażerów jest mniej i trudniej zapełnić samolot. Trzeba zatem odejść od myślenia w kategoriach prostego rachunku kosztów i przejść na myślenie zasadami marketingu i mikroekonomii. Koszty są względnie stałe, zaś popyt każdego dnia inny. W dużej mierze to jakość modeli popytu decyduje o rentowności linii lotniczej po stronie przychodowej.