Wiosna dla niektórych jest czasem intensywnego grzebania w ziemi, innym daje się ona we znaki w bardziej metafizyczny sposób. Parafrazując Juliana Tuwima: „Znów chodzimy w rozpiętym palcie i trzymamy ręce w kieszeniach”.
Niecierpliwość każe niektórym z nas palić kukły Marzanny, innym zaś budzić się do życia bardziej powściągliwie, niespiesznie wypatrując jej posłańców, tym bardziej że także wiosna wcale się tego roku nie spieszyła, tak jakby zimowe uśpienie miało zostać z nami na dłużej. Ostatecznie jednak, kiedy ptaki zaczynają znowu człowieka budzić już o piątej, to można powiedzieć z całą odpowiedzialnością: „Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty”.
Świeżość traw i kwiatów ma swoje korzenie w ziemi. Porządki wiosenne w ogrodzie pozwalają odsłonić larwy czerwi i opuchlaków. Budzą się ćmy i motyle, zapach i kolor tych drugich budzi w nas apetyt na życie na nowo.
Budzą się także szkodniki. Jednym z nich jest stonka ziemniaczana (łac. Leptinotarsa decemlineata), przebiegły opancerzony wojownik wyczekujący okazji do napaści na skrobię. Czarny charakter z dzieciństwa, pomarańczowy chrząszcz o złej sławie. Stonkę pamiętam z mocnego przekazu propagandowego, powielanego dekadami, traktującego ją jako owada zgniłego imperializmu. Okazuje się, że zagrażała naszym rodzimym uprawom ziemniaka i nie tylko już od lat 40. XX wieku, kiedy to przywędrowała do Europy z Ameryki. Jednak w latach 50. podawano, że to lotnictwo USA miało zrzucać stonkę z samolotów na kraje socjalistyczne. A jest to „owad lotny, szczególnie aktywny w okresie po przezimowaniu i ekspansji w poszukiwaniu nowych roślin wiosną”1. Ziemia od zawsze wiele ukrywa. Przypomniałam sobie znajdowane do niedawna co i rusz na polu, zakopane plastikowe butelki z zebranymi żukami (łac. Leptinotarsa decemlineata). Plastik sprzed kilkudziesięciu lat przetrwał w ziemi w stanie prawie nienagannym, drażniąc niepokojąco wyobraźnię. Brudna przezroczysta butelka wypełniona oblepionymi ziemią robalami wygląda jak zagubiony w czasie statek kosmiczny, prawdziwa tajna broń biologiczna.
Źródło: wygenerowane przez AI
Stonka ziemniaczana, traktowana w PRL jako główny powód niedoborów na rynku żywności, cieszyła się bardzo złą sławą. Niedawno odkryłam zapiski z lat 50. traktujące o żuku z Kolorado właśnie2, odnalazłam też notatkę do zarządu ochrony i kwarantanny roślin na temat innego szkodnika – oprzędnicy jesiennej, której pierwsze stadium (stadium robala) wykluwa się także wiosną. Podano w niej, że „jedna dorosła gąsienica w ciągu doby zjada przeciętnie jeden średni liść. W ciągu pięciu dni około 10 000 gąsienic może spowodować całkowity gołożer na 20-letniej morwie”. Wyglądam przez okno. Nic się nie zmieniło. Morwy nadal stoją, nieśmiało wypuszczając pierwsze liście. Są zresztą wyjątkowo ostrożne pod tym względem i czekają, aż promienie słońca będą bardziej przewidywalne.
Każda wiosna jest pełna radości i pracy dla braci mniejszych, jedynie ludzie potrafią z niej zrobić sprzyjającą okazję do napaści na innych. Na starym wiązie usiadła para synogarlic. One także czekały na wiosnę. Sprawdziłam, niestety stonek nie ruszają, natomiast nie gardzą gąsienicami. Rzecz w tym, aby utrzymać równowagę w liczbie ptaków i gąsienic.
Zdarza się, w każdym wieku, że dopadają nas różne szmergle, jedni hodują węże, drudzy chodzą na bodybuilding lub śpiewają, jeszcze inni kolekcjonują polubienia lub budują drzewa, a nawet całe lasy i puszcze genealogiczne. Moim ostatnim szmerglem jest przyroda i porywa mnie ona równie mocno, jak niegdyś powieści Nabokova czy robienie sekretów kwietnych w ziemi. Nie ma oczywiście w tym nic nadzwyczajnego, jesteśmy tutaj tylko przechodniami, każdy chce zatrzymać w swojej pamięci jak najwięcej. Otwieram okno, chłodne wiosenne powietrze przeszywa mocny zapach kwiatów mirabelki. Zapachniało nutą gorzkich migdałów. Tak jakby w tym zapachu drzewo przekazywało nam swoje egzotyczne perskie korzenie, tęsknotę za lepszymi i cieplejszymi wiosnami. Czekam na deszcz, który znów nie przychodzi, a to przecież kolejny tekst z rzędu. Iran w ogniu, cieśnina Ormuz nadal zamknięta. Carpe diem!
Powracam do stonki. Grzebiąc w starych papierach, odnajduję komunikat ministra rolnictwa z 1965 r., który wyraża mocne zaniepokojenie „brakiem podjęcia przez rolników środków interwencyjnych, zwracając uwagę na fakt, że służba rolna prezydiów rad narodowych nie przejawia na ogół inicjatywy w kierunku mobilizacji wsi do zwalczania szkodnika (stonki), w związku z czym wśród rolników występuje zjawisko lekceważenia zagrażającego niebezpieczeństwem”. Minister zwrócił się wówczas do obywatela przewodniczącego Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej o ogłoszenie stanu alarmowego oraz powołanie pełnomocników ds. walki ze stonką ziemniaczaną na szczeblu wojewódzkim, powiatowym i gromadzkim3. Cała Polska wraz z wojskiem ruszyła na pomoc rolnikom, pakując (pewnie nie bez obrzydzenia) pasiatych intruzów do plastikowych butelek. Pamięć o imperialistycznej stonce dość mocno utrwaliła się w pokoleniu moich rodziców i moim. Inwazja stonki była katastrofą spowodowaną prawdopodobnie brakiem skutecznych środków ochrony roślin. Obecnie larwy stonki oraz chrząszcze zwalcza się po przekroczeniu określonego stopnia zagrożenia, tzw. progu ekonomicznego szkodliwości. Sygnałem do ochrony chemicznej jest wystąpienie jednego z poniższych warunków: 15 wylęgniętych larw na roślinę, 1 chrząszcz na kolejnych 25 roślinach w rzędzie, obecność jednego złoża jaj na 10 roślinach4. Ach, ta wszechobecna ekonomia!
Nie wiem tylko, dlaczego jeden z władców świata zaczyna w mojej głowie przybierać postać wielkiego, pomarańczowego żuka. To jest spóźniony efekt propagandy, tak myślę.
Nade mną krzyczą żurawie, a uczucie, które mi wówczas towarzyszy, niektórzy być może niesłusznie nazywają szczęściem. Klangor słychać będzie także w plotkach odlatujących gęsi, no ale jeszcze na to nie czas. W każdym razie ten dźwięk wróci do mnie jeszcze na jesieni5.
Źródło: File:FMIB 47897 Fall Web Worm and Spiny Elm Caterpillar- FAll Web Worm (Hyphantria cunea Drury)- 1 Cluster of eggs; 2 Dorsal views of full and.jpeg - Wikimedia Commons
Żółte cytrynki pojawiły się niespodziewanie jak zwykle, zostawiając delikatny cytrusowy zapach na kwiatach brzoskwiń. Jak twierdzą niektórzy, motyl ponoć leci w co najmniej dwie różne strony. Zatem dalsza część kruchej opowieści będzie o ptakach wiosennych. Arystoteles, którego z różnych powodów wszyscy lubią przywoływać (najpewniej dlatego, że już nie może sam sprawdzić, czy jest prawidłowo cytowany), był pierwszą osobą, która poważnie zastanawiała się nad tym, czemu niektóre ptaki rozpływają się w powietrzu z nadejściem jednej pory roku, po to by pojawić się z nadejściem drugiej. Poszedł nawet dalej w tym kierunku, pisząc w swej Historii naturalnej zwierząt o transmutacji6. Otóż utrzymywał on, że niektóre gatunki ptaków przekształcają się w inne w zależności od pory roku. I tak: „letnie gajówki na przykład zimą zmieniają się w pokrzewki czarnogłowe, a zimowe rudziki stają się w lecie pleszkami”. Jego fantazje na temat transmutacji były następnie rozwijane przez innych. Nie chciałabym obrażać Arystotelesa i jemu następnych, uznawał po prostu zmiennokształtność. Ale to nie wszystko – 400 lat po Arystotelesie Aleksander z Myndus zapewniał, że tak wyczekiwane przez nas wiosną bociany białe (łac. Ciconia ciconia) zmieniają się w ludzi. Następnie po nim Klaudiusz Elian przedstawiał to jako fakt w encyklopedii zwierząt (De natura animalium). Dużo później Charles Morton, wykształcony w Oksfordzie autor szanowanego kompendium z fizyki, twierdził, że: „Bociany, gdy się rozmnożą, razem odlatują jednym kluczem (…) najpierw blisko Ziemi, a potem wyżej, aż w końcu ta wielka chmara (…) robi się coraz mniej widoczna w oddali, by całkowicie zniknąć”, po czym przeszedł do sedna: „A dokądże mogą te stworzenia się udać, jeśli nie na Księżyc”7. Cóż, i nauce zdarza się błądzić.
Jak pisze David Attenborough: „Ptaki mogą przebywać w powietrzu przez rok lub dłużej i latają dookoła Ziemi, co nam udaje się dopiero od kilku dziesięcioleci”8.
Grzebanie w ziemi pozwala nam zbliżyć się do radości życia w sposób oczywisty poprzez mechaniczne czynności, które wykonujemy, pielęgnując ją. Znalezienie dżdżownicy (łac. Lumbricus terrestris) spulchniającej ziemię bywa czasem bardziej porywające niż dyskusje na temat uspokojenia porządku świata na Bliskim Wschodzie. Dopóki za oknem słychać śpiew ptaków.
DR AGNIESZKA KAMIŃSKA, dyrektor Centrum Otwartej Edukacji
1 Więcej o stonce: https://ziemniak-bonin.pl/katalogi/szkodniki/stonka-ziemniaczana/ (data dostępu: 26.04.2026).
2 Tak nazywano potocznie stonkę, bywały również określenia „dywersant”.
3 Zbiory prywatne.
4 Podaję za: https://ziemniak-bonin.pl/katalogi/szkodniki/stonka-ziemniaczana/ (data dostępu: 3.05.2026).
5 Posłuchaj żurawi: https://www.youtube.com/watch?v=qOkNps8yoxU.
6 Por. Lucy Cooke, Cała prawda o zwierzętach. Zakochane hipopotamy, naćpane leniwce i inne dzikie historie, Wydawnictwo Bukowy Las, 2018, str. 188.
7 Tamże, str. 195.
8 D. Attenborough, Życie ptaków, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2025, str. 255.
Zdjęcie na froncie: Źródło: File:Nederlandsche vogelen (KB) - Ciconia ciconia (174b).jpg - Wikimedia Commons