Honorowa prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (PTE), związana zawodowo ze Szkołą Główną Handlową w Warszawie na kilka dni przed ogłoszeniem Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii zastanawia się, czy „ekonomicznego Nobla” nie dotyka aby syndrom prawa trywialności i zbytniej wiary w modele ilościowe.
Więcej na temat prawa trywialności w nr 3 (394) lato 2026 Gazety SGH
Sama jestem „ilościowcem” po ekonomii, a właściwie ekonometrii na Uniwersytecie Warszawskim i autorką ekonometrycznych modeli predykcji bankructwa, ale mój sceptycyzm co do sposobu wykorzystywania metod ilościowych rośnie.
Z tegorocznych prognoz dotyczących tego, kto może otrzymać najważniejszy laur w dziedzinie ekonomii, wynika m. in., że nagodzona może być np. Susan C. Athey (Uniwersytet Stanforda) za rozwój ekonometrii i teorii gier. Wymieniani są też inni kandydaci-„ilościowcy”.
To potwierdzałoby, że Komitet Noblowski preferuje formalne, matematyczne modele lub twarde metody empiryczne (dlatego np. Thomas Piketty ma słabsze szanse), choć ostatnio tematyka Nobli jest przeplatana. Mimo że charakterystyczny jest tzw. efekt opóźnienia (ang. Lag effect) – stąd „Nobel z ekonomii" przeważnie przyznawany jest za dzieła sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, aby przeszły pełną próbę czasu, czyli nagradzane są teorie z przeszłości – to i tak nie brakuje nieprzyjemnych, niepochlebnych weryfikacji. To m.in. przypadek noblistów Fischera Blacka, Myrona Scholesa i Roberta C. Mertona (1997 r.), będących w zarządzie funduszu inwestycyjnego LTCM (Long-Term Capital Management), który opierał swoje strategie dokładnie na nagrodzonych Noblem modelach matematycznych, a mimo to w 1998 r., zaledwie rok po odebraniu Nobla, doszło do kryzysu azjatyckiego i niewypłacalności.
To boleśnie potwierdza znaną prawdę, że każdy model matematyczny jest tylko tak dobry, jak jego założenia. Paradoksem jest, że w klasycznych modelach ekonometrycznych- makroekonomicznych przez lata była zakładana racjonalność i efektywność rynków oraz ich interesariuszy, brak tarć na rynkach czy idealna dostępność informacji. Negatywna weryfikacja dotknęła też noblistów Roberta E. Lucasa, Eugene’a Famy i innych. Modele Famy dotyczące hipotezy efektywności i niezawodności rynków zawiodły w ocenie ryzyka globalnego kryzysu finansowego. Wbrew tej teorii kryzys nastąpił w latach 2007–2008.
Ignorowanie w modelach realiów gospodarki realnej, nieuwzględnianie skomplikowanych zależności instytucjonalnych i systemowego ryzyka rynków finansowych, jak widać, nie sprzyja należytej ocenie i zmniejszaniu ryzyka.
Oczywiście, nie kwestionuję znaczenia analiz ilościowych i modeli ekonometrycznych w rozwoju naukowym i społeczno-gospodarczym, wszak nawet model Blacka-Scholesa, mimo że zawiódł, był impulsem do rozwoju i doskonalenia ilościowego mierzenia ryzyka. Wskazywane negatywne przykłady uczą jednak pokory, potwierdzając, że niemal żadna teoria nie jest ostateczna i ma granice użyteczności praktycznej. Komitet Noblowski dotychczas wyraźnie jednak preferował ilościowe, matematyczne, ekonometryczne analizy dotyczące rynków finansowych. Można to uznać za swego rodzaju paradoks czy chichot historii, zważywszy na powściągliwy stosunek Alfreda Nobla do matematyki (różnie zresztą wyjaśniany i komentowany), co wyraża się w jej niewłączeniu przez tego fundatora nagrody do dziedzin, których badacze „przynieśli ludzkości największe korzyści”.
Pozostaje więc mieć nadzieję, że w bieżącym roku będzie inaczej i osłabnie prymat modelowej, abstrakcyjnej matematyzacji i rynków finansowych.
Choć ostatnio w decyzjach Komitetu Noblowskiego zaznacza się na szczęście tematyczna przeplatanka, to jednak wciąż prawie nie ma miejsca np. dla problematyki odmian kapitalizmu, strukturalnego jego kryzysu, w tym z uwzględnieniem doktryny neoliberalnej, zwłaszcza w kontekście teorii ordoliberalizmu (a ORDO znaczy Ład). Dlatego też jest wysoce prawdopodobne, że badający te zagadnienia np. Dani Rodrik, choć typowany w różnych rankingach do Nobla, i tym razem się go nie doczeka, a szkoda.