Jak utrzymać tempo wzrostu gospodarczego w coraz bardziej konkurencyjnym świecie?
Polska jest uważana za kraj sukcesu gospodarczego. Ale jak utrzymać tempo wzrostu gospodarczego w coraz bardziej konkurencyjnym świecie? Głosy w dyskusji podczas panelu ekonomistów na Europejskim Kongresie Nowych Idei w Sopocie były raczej pesymistyczne, gdy chodzi o stan finansów publicznych. Dr Sławomir Dudek z Zakładu Badań Koniunktury Gospodarczej SGH, przewodniczący Rady Fiskalnej, chociaż przyznał, że Polska jako kraj osiągnęła sukces gospodarczy, w dodatku bez nadmiernego zadłużenia, to istnieją zagrożenia w postaci słabej kondycji finansów publicznych i niebezpiecznie rosnącej dynamiki długu publicznego.
Szkoła Główna Handlowa w Warszawie jest jednym z dwóch strategicznych partnerów merytorycznych.
Według dr. Dudka nie jest tajemnicą, że nie istnieje polski plan konsolidacji fiskalnej. Według analiz Rady Fiskalnej wysoki deficyt wynika ze zbyt wysokich transferów socjalnych, skokowego wzrostu wynagrodzeń i rosnących kosztów obsługi długu – powiedział Sławomir Dudek na panelu „Polska krajem sukcesu gospodarczego. Jak utrzymać tempo wzrostu gospodarczego w coraz bardziej konkurencyjnym świecie?” w drugim dniu EFNI, które potrwa do 16 października br.
„Mamy szóste najwyższe wydatki w całej Unii Europejskiej – przegoniliśmy Szwecję, Danię, Grecję i kraje naszego regionu. (…) Musimy przeprowadzić debatę. Jeśli chcemy mieć szwedzki poziom wydatków, (…) to musimy mieć również szwedzkie podatki. W przeciwnym razie musimy zastanowić się, z których wydatków jesteśmy w stanie zrezygnować” – zaznaczył ekspert SGH.
Janusz Steinhoff, minister gospodarki w latach 1997–2001 i wicepremier w latach 2000–2001, mówił o konkurencyjności w kontekście przemysłu. W dyskusji zwrócił uwagę na problemy polskiego przemysłu, które według niego są konsekwencją braku konkurencyjnych rynków energetycznych. „Myślę tu o energii elektrycznej, paliwach płynnych i również o gazie. To, co obserwujemy w ostatnim czasie – niebotyczne zyski netto Orlenu na poziomie 30 mld zł rocznie, PGE na poziomie 8 mld zł czy Tauronu na poziomie 6 mld – dowodzi jednego. Bardzo często administracja epatuje tymi wynikami. Nie, one nie są konsekwencją doskonałego zarządzania. One są konsekwencją braku konkurencji” – zaznaczył Steinhoff. I ocenił, że zysk netto, niezweryfikowany przez konkurencyjny rynek, jest często dla gospodarki szkodliwy.
Były minister gospodarki wielokrotnie powtarzał, że Polsce potrzebna jest konkurencyjność rynku, a państwo winno skupić się na funkcjach regulacyjnych, a nie zastępowaniu tych funkcji dość prymitywną – jak to ujął – „polityką właścicielską i w ten sposób sterowaniu gospodarką”. „Skandalem” określił sytuację, że od dłuższego czasu w Polsce „prawie 90% rynku gazu ziemnego jest w rękach jednej firmy i to w dodatku państwowej”. „W żadnym kraju Unii Europejskiej takiej sytuacji nie ma” – podkreślił.
Jak tłumaczył, konsekwencją są bardzo wysokie ceny gazu, które rzutują nie tylko na poziom życia odbiorców komunalnych, ale w sposób bardzo negatywny oddziałują na przemysł chemiczny, który według Janusza Steinhoffa ma wielkie problemy. Jak wskazał, podobnie jest z energią elektryczną.
Według byłego ministra gospodarki „państwo, politycy gospodarczy powinni skoncentrować się na budowie konkurencyjnych rynków i walczyć z monopolami”. „Udział w tym procesie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest zdecydowanie niewystarczający, daleki od oczekiwanych rynków w gospodarce” – zauważył.
Stan finansów publicznych Steinhoff określił „jako tragiczny”. „I tu całkowicie zgadzam się z panem dr. Dudkiem. Rada Fiskalna wielokrotnie zwracała na to uwagę. Jest naszą powinnością jako analityków myśleć o tym, co będzie z polską gospodarką za dwa, trzy, pięć lat” – zaakcentował.
Przypomniał wreszcie, że polska gospodarka odniosła wielki sukces po 1990 r. „Od momentu, gdy rozpoczęliśmy transformację, tylko przez pierwsze trzy lata mieliśmy do czynienia z recesją, potem do (pandemii) COVID-19 był cały czas wzrost gospodarczy. Ten sukces wynikał z faktu, że polityka prowadzona przez kolejne rządy była polityką opartą na pryncypiach gospodarki rynkowej. W tej chwili od dłuższego już czasu od tej gospodarki rynkowej zawracamy, nie przejmując się nadmiernie stanem finansów publicznych. I myślę, że to w konsekwencji zdecydowanie może źle oddziaływać na konkurencyjność polskiej gospodarki na europejskim rynku” – ocenił Janusz Steinhoff.
Według prof. Grzegorza Kołodki, ministra finansów w latach 1994–1997 i 2002–2003, w sytuacji, w której obecnie znajduje się stan polskich finansów „trzeba uciąć wydatki o ok. 3 p. p. PKB”. „To jest imperatyw” – podkreślił prof. Kołodko. „Trzeba uciąć wydatki o 160 mld zł, mniej więcej symetrycznie: o 2 p.p. PKB, czyli o 80 mld zł, (przeznaczanych - red.) na marnotrawne wydatki zbrojeniowe zwane obronnymi i mniej więcej o tyle samo wydatki socjalne, które są źle zaadresowane. Nie należy tego finansować dalszym wzrostem długu publicznego, ani manipulowaniem przy progach ostrożnościowych i nie należy podnosić podatków – mówił b. minister finansów. – Prędzej czy później to będzie zrobione, tylko im później, tym będzie to bardziej kosztowne, ale to jest nieuniknione”.
Głos w dyskusji zabrał także prof. Marcin Piątkowski, autor książki „Złoty wiek. Jak Polska została europejskim liderem wzrostu i jaka czeka ją przyszłość", ekonomista i profesor Akademii Leona Koźmińskiego. Jego publikacja analizuje przyczyny polskiego sukcesu gospodarczego po 1989 r., podkreślając kluczową rolę inkluzywnych instytucji, kultury, idei i indywidualności. Piątkowski proponuje nowy model wzrostu, który miałby umożliwić Polsce dogonić Zachód. Książka została nagrodzona tytułem najlepszej książki ekonomiczno-biznesowej 2020 r. w konkursie „Dziennika Gazety Prawnej”.
Piątkowski zastrzegł, że jest po tej samej stronie barykady, co uczestniczący w panelu ekonomiści. „Tak jak kiedyś uważałem, że musimy się wyrwać z fiskalnego fundamentalizmu, takiego myślenia, które mówi, że jak przekroczymy 3% deficytu PKB, to będziemy mieli drugą Grecję. Myśleliśmy tak przez 30 lat i okazało się, że to nieprawda. Przekroczyliśmy deficyt 7% PKB i drugą Grecją nie jesteśmy. Więc dobrze, że wyszliśmy z tego fiskalnego fundamentalizmu, ale przeszliśmy (…) do fiskalnego himalaizmu i poszliśmy za daleko” – podsumował ekonomista.
Dodał, że Polska jest zupełnie innym krajem niż za czasów wprowadzenia progu limitu 60% PKB długu publicznego do Konstytucji RP. „(…) 30 lat temu Polska była trzy razy biedniejsza, jeśli chodzi o poziom dochodowy na mieszkańców niż dzisiaj. To był inny kraj, inna rzeczywistość, inna wiarygodność. Wtedy musieliśmy wszystkim udowadniać, że nie jesteśmy Argentyną, że nie jesteśmy Wenezuelą, że nie jesteśmy Grecją (…)” – mówił Marcin Piątkowski.
Ekonomista apelował, żeby obecny rząd podwyższył dochody i ściął wydatki, zastrzegając przy tym, że raczej jest to „mało realne w roku wyborczym”. „Ale sądzę, że większość ekonomistów (…) zgodzi się, że każdy kolejny rząd, jaki by nie był, musi mieć już teraz w szufladzie projekty ustaw dotyczące dochodów. (…) A po stronie wydatków jest duże pole do popisu, jeśli chodzi o reformę 800+, 13. emeryturę, która nie ma ekonomicznego i społecznego sensu” – powiedział. Według niego przeglądu wymagają wszystkie możliwe wydatki, fundusze celowe, program SAFE czy fundusze i programy Banku Gospodarstwa Krajowego.